Jak poradziłyście, 3 dni później mała poszła na ciachanie.
Focha strzeliła jak stąd do Chin i spowrotem

Kliniki strasznie sie boi, ale poszło bez problemów.
poniżej kilka zdjęć księżniczki tuz po
Była jak oczko w głowie. Potem się okazało, że zwykła udawaczka

w kubraczku ni epotrafiła chodzic, leżała, wsyztsko boli i biedny kot, a kiedy były póby zdjęcia kubraczka to kot dostawał hiper energii ^^
Dzisiaj już wyjęte szwy, futerko powoli wraca na swoje miejsce, ale brzuszek ciagle goły.
Koncerty i natrętność jakie zafundowała reszcie 4-nożnych mieszkańców sprawiły, że teraz juz nikt jej nie goni i nie zaczepia, na wszelki wypadek, żeby znów nie zaczęła jeczeć
I na koniec sprawa jedzenia. (przeglądam tematy w odpowiednim wątku, ale tutaj też się spytam).
Kicia jest raczej niejadkiem. Teoretycznie zjada swoją norme wg opisu na suchej karmie (waga kota - gramy jedzenia), ale bywają dni, że zjada 3/4 tego. Próbujemy z mokra i sucha karmą, ale młoda raczej woli biegac i vawić sie niż jeść. Ma ponad rok a waży w tej chwili koło 3 kg (przed kastracją było koło4) pytanie, czy pozowlić jej jeść tyle ile chce, czy próbować coś w nią wciskać (wiem jak to brzmi)? Boję się, że coś będzi enie tak - w końcu kot rośnie tylko raz w życiu

Choć nie wygląda na wygłodzona i żeby miała mało sił i energii.