Strona 73 z 185

Re: Miś YOGIŚ z Mazurii*PL

: 09 gru 2014, 22:10
autor: Malena
Dziewczyny z tą radością to tak bez przesady <oops> ja już jestem w takim stanie, że każda nawet najmniejsza poprawa urasta do rangi mega sukcesu <lol>
A jeśli chodzi o fotki, to uwierzcie mi - to jeszcze nie jest czas :(((( a na wspólne zdjęcia to jeszcze długo, długo przyjdzie nam poczekać.

Re: Miś YOGIŚ z Mazurii*PL

: 09 gru 2014, 23:18
autor: Sonia
Malenko nie przejmuj się teraz zdjęciami, teraz najważniejsze są koteczki, my tu sobie cierpliwie poczekamy trzymając kciuki <ok> :kotek: :kotek:

Re: Miś YOGIŚ z Mazurii*PL

: 10 gru 2014, 08:34
autor: yamaha
<ok> <ok> :kotek: :kotek:

Re: Miś YOGIŚ z Mazurii*PL

: 10 gru 2014, 08:38
autor: Becia
<ok> <ok> <ok> <ok> <ok>

Re: Miś YOGIŚ z Mazurii*PL

: 10 gru 2014, 10:15
autor: Fusiu
:kotek: :kotek:

<ok> <ok> <ok> <ok> <ok> <ok>

Re: Miś YOGIŚ z Mazurii*PL

: 11 gru 2014, 16:48
autor: yamaha
Malenko, co tu tak cicho ?
Jak tam ?
Cos sie posunelo do przodu czy nie bardzo ? <ok> <ok> <ok> <ok> <ok>

Re: Miś YOGIŚ z Mazurii*PL

: 11 gru 2014, 18:03
autor: Szopi
ba, nawet dostałam dzisiaj mmsa z wspólnym zdjęciem.
No dobra to słowo "wspólne" jest trochę na wyrost, ale zarówno Carmelka, jak i Yogi zmieścili się w jednym kadrze <lol>

Re: Miś YOGIŚ z Mazurii*PL

: 11 gru 2014, 19:03
autor: yamaha
<lol> <lol> <lol>
Mam nadzieje, ze nie jest to zdjecie "polowy stadionu" <lol> <lol> <lol>

:kotek: :kotek:

Re: Miś YOGIŚ z Mazurii*PL

: 11 gru 2014, 21:32
autor: atomeria
Szopi pisze: No dobra to słowo "wspólne" jest trochę na wyrost, ale zarówno Carmelka, jak i Yogi zmieścili się w jednym kadrze <lol>
<rotfl>

Re: Miś YOGIŚ z Mazurii*PL

: 11 gru 2014, 23:00
autor: Malena
Dziękujemy za wszystkie kciuki i dobre myśli :kiss:

Nadrabiam zaległości z kilku ostatnich dni...
Zafundowałam Yogusiowi gigantyczny stres (myślę że bez tabletek uspokajających polałaby się krew, nie dla tego że Yoguś ma jakąś agresywną naturę, tylko dla tego że jest potwornie niepewnym siebie kotkiem i jego strach był olbrzymi) :((((
Od soboty działo się wiele, naprawdę można było się załamać. We wtorek pisałam o Wam "pierwszej jaskółce" nie chciałam zapeszać, ale jak na to patrzyłam to wiedziałam, że dzieje się "COŚ WAŻNEGO" mianowicie nasza kruszynka wykazała się dużą odwagą... Przyniosłam ze sklepu torby z zakupami i postawiłam w kuchni na podłodze momentalnie przybiegła Carmelka zobaczyć cóż ja tam ciekawego przyniosłam. Spenetrowała torby i poszła, chwilę później przyszedł Yoguś i tak sobie bardzo ostrożnie zaglądał do toreb (a ja w tym czasie z TŻtem jadłam obiad) i nagle widzimy kątem oka że Carmelka pewnym krokiem leci prosto do Yogusia (TŻet wystraszony kazał ją zabrać, a ja akurat tego dnia miałam postanowienie nieingerowania). Yogi zaczął warczeć, ona przystanęła następnie zrobiła kilka kroczków, on warczał coraz groźniej, ona znowu zrobiła kilka kroczków i znowu przystanęła i jak już była jakieś 70 cm. od niego (dzieliła ich tylko torba z zakupami) położyła się na podłodze, podwinęła łapki i mimo przerażających zachowań Yogusia nie uciekła - tylko chciała mu pokazać że z jej strony nic mu nie grozi (nigdy wcześniej nie był z nią tak blisko, wcześniej zachowywał dystans 3 m i uciekał, a tutaj nie miał gdzie uciec). Dzielna kocinka przyparła go do muru. Bardzo to mnie ucieszyło i miałam nadzieję, że od tego momentu coś się zmieni na lepsze. Faktycznie się zmieniło :(((( ale na gorsze następnego dnia był dramat. Yoguś poczuł, że bariera odległości została już przełamana i zaczął łazić za Carmelką, jeszcze groźniej warczał i atakował ją - myślałam że się wykończę nerwowo, do godziny 15.00 chodziłam za nimi krok w krok bo bałam się że Yoguś coś zrobi maluszkowi. Dzięki Bogu około 15 koty poszły spać i miałam chwilę wytchnienia. Spały do 22.00 i jak już się wyspały znowu zaczęły za sobą łazić i tak do 1.00 w nocy, ale już widziałam zmianę nastawienia. Dalej na siebie syczały i powarkiwały, ale bardziej było widać zaciekawienie niż wrogość. Dzisiejszy dzień mogę wreszcie zaliczyć do udanych, pewnie że zdarza się że na siebie syczą, albo zamachną się na siebie łapami, ale jest prawie dobrze. Yoguś w końcu zaczął jeść, pić i wróciła mu ochota za zabawę. Carmelcia już się szarogęsi na Yogusiowym drapaku <mrgreen> nawet są nieśmiałe próby wspólnych zabaw (chociaż Carmelka jest jak błyskawica i Yoguś często się boi jej dzikich harców) ale nawet zdarza się czasami, że sam ją zaczepia, podbiega i ucieka <mrgreen> tylko ona jakoś nie chce go gonić. Do ideału jeszcze nam dużo brakuje, ale porównując do tego jak było jeszcze kilka dni temu, to już jest gigantyczny sukces <mrgreen> <mrgreen> <mrgreen>