Kochane ciocie! <zakochana>
Postanowiłem osobiście podziękować Wam za tyle pięknych życzeń, TYLKO DLA MNIE <serce> <serce> <serce>
Nie dostałem niestety dużo prezentów, ale odśpiewano mi sto lat i wycałowano <shock>
Miało nie być nic o moich przygodach do końca wakacji, ale wiecie jak to jest... jak się szuka przygód to się chowają, a jak ich się nie szuka, to nagle same atakują znienacka.
Muszę przyznać, że dzień miał być całkiem normalny, ale nie był. Pańcia przyszła z pracy i już już... już po jej minie widziałem, że coś się, motyla noga, święci. Miałem genialny plan żeby schować się szybko do mojego pudła, ale zanim go sobie uświadomiłem już byłem przebrany za tyrolskiego ziomka! <shock> Tylko zamiast zielonych, szelki miałem... czerwone.
I wyobraźcie sobie, że w takim dziwacznym wdzianku, Pańcia wyniosła mnie na zewnątrz! Cały świat mnie zobaczył - Tośka Tyrolskiego Ziomka!
No, ale dobra. Jakoś to w końcu przełknąłem, a w zasadzie nie miałem czasu dłużej poświęcać się swojemu upokorzeniu, gdyż mama wzięła mnie na ręce. I niosła. Niosła. Niosła. Niosła. Rozmawiała przez telefon. I dalej mnie niosła. Niosła. Mówię Wam - film drogi! No, ale w końcu dotarliśmy do pewnej furtki przed pewnym domem, za którym był pewien ogród... a w ogrodzie tym spotkałem...
... małą pchłę! Tak sobie myślę... bo to chyba musi być pchła, prawda? Jest mała? JEST Skacze wysoko? SKACZE Przyczepiła się do mnie i mojego ogona? PRZYCZEPIŁA SIĘ. No to chyba pchła, co?
Chodziło, biegało i skakało to to za mną krok w krok. Ja pod iglaki, pchła pod iglaki. Ja pod kwiatki, pchła pod kwiatki. Ja się rozkładam na środku ścieżki, pchła też się rozkłada. Ja się czaję za konewką, pchła skacze za konewkę

Nie mogłem jej zgubić!
I tak się do mnie przyczepiła, że aż.. że aż ją chyba polubiłem <oops> Wstyd się przyznać, ale ani razu na nią nie prychnąłem, nie syknąłem.. nawet łapą nie chciało mi się szturchać, bo bałem się, że się przyklei. Zobaczcie o, jaka to śmiechowa pchła jest.
I ja też nawet raz zapozowałem
A potem... a potem mama mnie zabrała

Uciekałem przed nią jak mogłem. Chowałem się w krzakach, w szopce, pod jodełką. Ale to nic nie dało. Wzięła mnie na ręce i znowu niosła i niosła i niosła. Niosła, niosła, niosła, niosła. Wyrywałem się po drodze i ostentacyjnie kładłem się na chodniku! Ale niestety nic to nie dało i mama zaniosła mnie do domu. Kazała mi pić dużo wody, bo podobno jęzor mi wystawał od tego biegania z pchłą <shock> No i jestem teraz w domu... chodzę po kątach i płaczę. Udaję, że płaczę za tą muchą co tu czasem sobie polata.. ale tak naprawdę ja chcę tam wrócić.
I to by było na tyle... Wracam na parapet, może za oknem zobaczę jakiegoś innego ziomka na szelkach? A może pchła przyjdzie do mnie? Podzieliłbym się z nią może nawet moim jedzonkiem ...
Papa Ciocie.
Wasz Tosiek.