: 30 lip 2012, 14:35
Uff uff jestem jestem, melduję się 
Przepraszam, ale miałam gości przez cały weekend, a dzisiaj o 5 rano pobudka, Tosiek w transporter i do pracy. Ale już zdaję relację.
U nas wszystko dobrze. Morusek jest taki śmiechowy, że osobiście naprawdę nie wyobrażam sobie oddać go komuś <zakochana> I Robert chyba sobie też nie wyobraża, ale póki co mnoży same przeciwskazania żeby z nami został. Gdyby znalazł się ktoś gotowy obdarzyć go miłością, to oddamy w dobre ręce i będziemy kibicować
Myślę, że ten tydzień może być kluczowy. Po pierwsze, ja i Tosiek musieliśmy jak co poniedziałek wyjechać do mnie do pracy. Wracamy do domu we czwartek... a myślę, że te cztery dni gdy faceci pobędą ze sobą sam na sam wiele wyjaśni <mrgreen> <mrgreen> <mrgreen>
Nie chcę się jednak za bardzo na to nastawiać. Wystarczy już, że bez pardonu przytachałam do domu Tośka, a Morus mimo wszystko musiałby być cały czas z moim mężem - nie wyobrażam sobie dźwigania 2x w tygodniu dwóch transporterów, walizki i całej reszty tobołków. Ostateczna decyzja będzie więc należała do niego, bo to na niego spadnie większość obowiązków.
Na początku myślałam, że Tosiek zdziczał nieco w ten weekend z powodu małego przybysza. Odetchnęłam z ulgą, gdy okazało się, że głównym powodem zdziczenia była obecność znajomych, czyli obcych ludzi. Z momentem ich wyjazdu Tosiek znów wrócił do swoich zwyczajów - rozwalił się cały na stole, przychodził się pogłaskać i tuptał po mnie w nocy <klaszcze> <zakochana>
Maleńki Morus ciągle nas po czymś liże - albo po rękach, albo po stopach. Jeszcze nie umie za dobrze mruczeć, robi to bardzo cichutko. Tosiek jak przyszedł to tak traktorzył, że się spać nie dało. Nie wiem co wy na to, ale dzisiaj rano gdy się obudziłam to miałam na sobie tuptającego Tośka, obok męża, a pomiędzy nami wtulonego w kołdrę Moruska <zakochana>
Ech.. no nic. Zobaczymy. Trzymajcie kciuki, żeby albo znalazł super kochający dom, albo żeby Robson się zdecydował go zostawić :-) Każda z tych opcji jest przecież szczęśliwym zakończeniem!
Przepraszam, ale miałam gości przez cały weekend, a dzisiaj o 5 rano pobudka, Tosiek w transporter i do pracy. Ale już zdaję relację.
U nas wszystko dobrze. Morusek jest taki śmiechowy, że osobiście naprawdę nie wyobrażam sobie oddać go komuś <zakochana> I Robert chyba sobie też nie wyobraża, ale póki co mnoży same przeciwskazania żeby z nami został. Gdyby znalazł się ktoś gotowy obdarzyć go miłością, to oddamy w dobre ręce i będziemy kibicować
Myślę, że ten tydzień może być kluczowy. Po pierwsze, ja i Tosiek musieliśmy jak co poniedziałek wyjechać do mnie do pracy. Wracamy do domu we czwartek... a myślę, że te cztery dni gdy faceci pobędą ze sobą sam na sam wiele wyjaśni <mrgreen> <mrgreen> <mrgreen>
Nie chcę się jednak za bardzo na to nastawiać. Wystarczy już, że bez pardonu przytachałam do domu Tośka, a Morus mimo wszystko musiałby być cały czas z moim mężem - nie wyobrażam sobie dźwigania 2x w tygodniu dwóch transporterów, walizki i całej reszty tobołków. Ostateczna decyzja będzie więc należała do niego, bo to na niego spadnie większość obowiązków.
Na początku myślałam, że Tosiek zdziczał nieco w ten weekend z powodu małego przybysza. Odetchnęłam z ulgą, gdy okazało się, że głównym powodem zdziczenia była obecność znajomych, czyli obcych ludzi. Z momentem ich wyjazdu Tosiek znów wrócił do swoich zwyczajów - rozwalił się cały na stole, przychodził się pogłaskać i tuptał po mnie w nocy <klaszcze> <zakochana>
Maleńki Morus ciągle nas po czymś liże - albo po rękach, albo po stopach. Jeszcze nie umie za dobrze mruczeć, robi to bardzo cichutko. Tosiek jak przyszedł to tak traktorzył, że się spać nie dało. Nie wiem co wy na to, ale dzisiaj rano gdy się obudziłam to miałam na sobie tuptającego Tośka, obok męża, a pomiędzy nami wtulonego w kołdrę Moruska <zakochana>
Ech.. no nic. Zobaczymy. Trzymajcie kciuki, żeby albo znalazł super kochający dom, albo żeby Robson się zdecydował go zostawić :-) Każda z tych opcji jest przecież szczęśliwym zakończeniem!