Strona 88 z 205

: 06 kwie 2011, 08:29
autor: maga
Mago pisze:
Dorota pisze:Mago co tam u Was ? :-)

:kotek: :kotek:
Szczerze mówiąc, zmęczona jestem. Jakoś tak bardzo.
Kotki moje całkiem dobrze, choć mam wrażenie, że Lunka zaczyna unikać Gato i schodzić mu z drogi, a że mały trzyma się mnie wręcz kurczowo, to Lunka unika też mnie :-(
Widać też wyraźnie, że bardzo ustępuje mu we wszystkim. Jak Gato dorwie się do jej miski to odchodzi i nie zjada swojej porcji, jak mały zajął jej ulubioną półkę drapaka to tylko popatrzyła i poszła do innego pokoju.
Trochę mnie to martwi :-( No ale syków już w domu praktycznie nie ma. Zobaczymy co będzie dalej. Pewnie moja dziewczynka potrzebuje więcej czasu.
Gdy pojawiła sie u nas Hana sytuacja wygladała dość podobnie. Chociaz Ciri od samego początku przywitała mała bez syków, gonienia , warczenia itp.
Brałam to za dobra monetę. Jednak Ciri stała się jakby nieobecna, schodzaca maluchowi z drogi. Zamiast wspólnych zabaw miałam Hanke uczepiona mnie i Ciri daleko. Serce się krajało mimo moich starań. Teraz stado żyje ogólnie w zgodzie. Czasem się pogonia czasem Hana prowokuje lapoczyny bo okazałao sie, ze jest samica alfa ... Ciri do dnia dzisiejszego nigdy nie bawi się gdy w pobliżu sa inne koty. Musze czasem zamykac się z nia w pokoju by ja uszczęsliwic, bo gdy tylko usłyszy zblizajaca się kolezanke zamiera albo odchodzi. Jeśli chodzi o pieszczotki przychodzi do mnie w nocy poprzytulac się ... i znowu nigdy w obecności innch kotów...

: 06 kwie 2011, 08:34
autor: kizior
Luniak potrzebuje czasu. Niestety już nie jest jedynaczką i musi przyzwyczaić się, że musi się dzielić swoimi ludźmi. :kotek:

: 06 kwie 2011, 08:36
autor: Agnieszka7714
Sonia pisze:Mago u mnie były dokładnie takie same zachowania. Brysia nigdy na małego Tamiego nie syknęła i nie uderzyła go łapą, ale od początku schodziła mu z drogi, tak choćby się go bała. Stała się bardzo wycofana i nie chciała się w ogóle ze mną bawić. Nawet pogłaskać się nie dała. Jak Tami podchodził do jej miski to ona zaraz odchodziła i nie jadła już tego. Jak chciałam się z nią pobawić piórkami to ona najpierw zawsze patrzała czy Tami idzie, jak nie to trochę łapą pomachała, ale jak tylko widziała, że Tami te piórka chce łapać, to ona już odchodziła, nawet do drugiego pokoju. Też mi wtedy było żal Brysieńki, że ona taka biedna. Jakoś to samo przeszło nawet nie wiem kiedy. Ale do dzisiaj Brysia sobie nie życzy żeby Tami leżał tam gdzie ona. Jak Tami podchodzi do jej miski to też ona zaraz odchodzi. Z tym, że ja pilnuję, żeby ją nie wyganiał, więc się już nauczył, że jak patrzę to nie podchodzi za blisko. A jak widzę, że już Brysia pojadła, to daję już spokój i oboje chodzą od jednej miski do drugiej, bo myślą, że ten drugi to coś lepszego dostał. Trzymam kciuki, żeby ten najgorszy okres był jak najkrótszy i żeby Luniaczek znowu stał się taki, jak dawniej.
Soniu, u mnie jest tak samo. Pomimo, że Vincet jest już u nas jakiś czas Frodo zachowuje się właśnie tak. Strasznie mi go szkoda. :-( , bo to moja dziecinka. Łapię się na tym, że zamykam Vincenta choćby na minutkę z córcią w pokoju, aby pobyć z Frodem sama, a wtedy on jest całkiem inny, bawi się, przytula, ale cały czas zerka w stronę drzwi.

Mam nadzieję Mago, że u Ciebie ten okres nie pozostanie długo i Twój Luniaczek będzie taki jak dawniej.

: 06 kwie 2011, 08:45
autor: Agnieszka7714
Mój Frodo to na początku unikał wszystkich i wszystkiego. Beczałam po kątach i przeklinałam dzień w którym zapragnęłam mieć drugiego kotka. Ale zaparłam się w sobie i dosłownie na siłę brałam go na ręce i przytulałam. Cały czas powtarzałam mu, że jest moim najukochańszym kotkiem, a on patrzył mi w oczy z jakąś taką ulgą, miałam wrażenie, że mi wierzy. Ale dąsał się na mnie. A potem koty zakochały się w sobie, a ja oczywiście nadal miałam karę. Frodo chodził za mną krok w krok, ale jak przykucnęłam aby go dotknąć, to uciekał w podskokach z minką "o nie kochana, kara się nie skończyła". Przełom nastąpił po około dwóch / trzech tygodniach, rozchorowałam się i leżałam plackiem w łóżku. Frodo przyszedł, zamruczał, poocierał się o moją buzię z miną "ok, nacierpiałaś się już chyba wystarczająco długo", a ja beczałam ze szczęścia.

: 06 kwie 2011, 08:47
autor: Renia
Mago, u nas było tak samo, mimo, że dokocenie przebywało, gdy obie były w zbliżonym wieku. Pierwsza w domu była Megi, zawsze zabawowa, rozbrykana. Gdy pojawiła się Fibi ( baaardzo towarzyska), to Megi jakby piorun trzasnął. Zmieniła się nie do poznania. Stała się wycofana, unikała kontaktu ze mną, przestała się bawić. Niestety zostało tak do dzisiaj. I jak się okazuje, to nie kwestia charakteru, że jej te zabawy wyszły z głowy, bo jak zamknę Fibi w innym pokoju, to nagle Megi potrafi się świetnie bawić. Może to ja gdzieś popełniłam błąd, że nie potrafiłam ich zachęcić do wspólnej zabawy, a może czasem to tak jest, że w kocim stadzie musi być ktoś bardziej dominujący.
Wiem, że serduszko musi Ci pękać, jak kochana Lunka cichcem usuwa się Wam sprzed oczu, ale będę mocno kibicować, żebyś mogła poświęcić jej masę czasu, by nie czuła się gorsza :kiss:

: 06 kwie 2011, 10:37
autor: Dorszka
Koty zasadniczo nie bawią sie razem, pomijając kocięta. Zazwyczaj stosują się do zasady "kto przy piłce, ten ma fory". Przy normalnych układach wymieniają sie zabawką, najpierw jeden kot bawi się piórkami, drugi - trzeci patrzą, trzeba zabawką "odjechać" od pierwszego, podsunąć drugiemu, jeśli podejmie zabawę, wtedy na chwilę "wyłącza się" ten pierwszy. I tak na przemian.

Jeśli w grupie panują jakieś animozje, wtedy kot, który z jakiegoś powodu nie lubi tego drugiego, nie włącza sie do takiego łańcucha, ewntualnie irytuje się, że ten drugi kot też się włącza, i taki kot nie bierze udziału w całym układzie. Trzeba się z nim bawić osobno, albo bardzo umiejętnie z grupą, ale uniemożliwiając zbyt bliski kontakt. Nadal niejako osobno. To jest trudne, bo koty "bez oporów i much w nosie" po odczekaniu kolejki podbiegają i próbują przejąc pałeczkę, co znów wywołuje irytację u malkontenta <lol>

Najlepiej wybawić takie koty osobno, są wtedy szczęśliwe i podrygują jak kociaki - u mnie takim kotem jest Borgia. Ustępuje wszystkim przy miskach, czeka cierpliwie, aż wszyscy zjedzą. Jak mam kocięta, i wiem, że się zwyczajnie nie doczeka, karmię ją osobno. Przy dorosłych kotkch podaję jej jedzenie z innymi, ale na osobnej miseczce - jest talerzyk Borgiowy i pozostałych. Oczywiście stoję nad nimi z miną Ostatniej Sprawiedliwej, i nie pozwalam na przejście do Borgiowej miski. Jak tylko któraś z kotek podnosi tylko głowę i tęsknie spogląda na TAMTĄ miskę, słyszy "Nie", jeśli mimo wszystko zbiera sie do przejścia, wyciagam, rękę i ją zawracam. Oczywiście miski nie stoją obok siebie.

Jesli chodzi o zabawę, jest podobnie. Przy kociętach wybawiam Borgię osobno. Jak już nie ma kociaków, osobno i razem. Jeśli razem, bardzo pilnuję, żeby upolować moment, kiedy inne kotki już nie chcą czekać na swoją kolejkę, wtedy przenoszę zabwkę (piórka, laserek) do pozostałych kotek, chwila ganienek NIE W POBLIŻU BORGII - to bardzo ważne, żeby koty nie przebiegały za blisko takiego marudy - po czym znów przenoszę zabawkę do Borgii.

Ważne jest przenoszenie - jesli to jest laserek, sprawa jest prostsza, po prostu wyłączamy go - to ważne, chodzi o to, żeby żaden kot za nim nie pobiegł - i włączamy w poliżu kota-odludka. On się bawi, najczęściej to taka zabawa jak i kot, wiecie, leżenie w jednym miejscu i pacanie łapkami <lol> I jak już widać płonące z pożądliwości oczy pozostałych, przenosimy laserek do ich właścicieli, tym razem nie trzeba wyłączać - jeśli uda sie wymusić ruch u marudy, to dobrze, ale uwaga - jeśli maruda się ruszy, przeganiamy ją w stroę jakąkolwiek, nawet innych kotów, ale natychmiast zawracamy i osadzamy w odległości od nich, nie zatrzymujemy marud w pobliżu kotów, którtych nie lubi!

Przy piórkach jest trochę trudniej, ale do zrobienia, trzeba je wysoko poderwać do góry, poza zasięg kocich łap, i na takiej wysokości szybko przenosimy do malkontenta. Jeśli wędka będie odpowiednio wysoko, koty natychmiast za nia nie ruszą, a jak zobaczą piórka przy łapach innego kota, przez chwilę zadziała "zasada piłki". Reszta jak wyżej <mrgreen>

Przy kociaku będzie trudniej, bo kocięta rzadko stosują się do zasady wymiany - pędzą na łeb na szyję, gdzie się da, i nie dają oddechu. Ale trzeba próbować, najlepszy będzie laserek, wyłączamy go odprowadzając kociaka najdalej jak się da, wyłączamy, przenosimy, włączamy przy łapach kota dorosłego - jak kociak się zorientuje, i rusza na światełko, NATYCHMIAST zabieramy Lunie i zawracamy Gato, laserkirem oczywiście, w kąt, i wracamy z wyłączonym do Luny. Jest spora szansa, że po wielu takich próbach pacnie chociaż raz, a jak sie zorientuje, że jest w stanie "bawić się" przy tym małym potworze, może uda się skracać dystans.

Małgosiu, przepraszam za zaśmiecanie Luniakowego wątku - będzie drugi drapak, będą koty bardziej dogadane i z własnym miejscem na ziemi :)

: 06 kwie 2011, 11:14
autor: madziulam2
Dorszka pisze:Koty zasadniczo nie bawią sie razem, pomijając kocięta. Zazwyczaj stosują się do zasady "kto przy piłce, ten ma fory". Przy normalnych układach wymieniają sie zabawką, najpierw jeden kot bawi się piórkami, drugi - trzeci patrzą, trzeba zabawką "odjechać" od pierwszego, podsunąć drugiemu, jeśli podejmie zabawę, wtedy na chwilę "wyłącza się" ten pierwszy. I tak na przemian.

Jeśli w stadzie panują jakieś animozje - to nie musi być stricte dominacja - wtedy kot, który z jakiegoś powodu nie lubi tego drugiego, nie włącza sie do takiego łańcucha, ewntualnie irytuje się, że ten drugi kot też się włącza, i taki kot nie bierze udziału w całym układzie. Trzeba się z nim bawić osobno, albo bardzo umiejętnie z grupą, ale uniemożliwiając zbyt bliski kontakt. Nadal niejako osobno. To jest trudne, bo koty "bez oporów i much w nosie" po odczekaniu kolejki podbiegają i próbują przejąc pałeczkę, co znów wywołuje irytację u malkontenta <lol>

Najlepiej wybawić takie koty osobno, są wtedy szczęśliwe i podrygują jak kociaki - u mnie takim kotem jest Borgia. Ustępuje wszystkim przy miskach, czeka cierpliwie, aż wszyscy zjedzą. Jak mam kocięta, i wiem, że się zwyczajnie nie doczeka, karmię ją osobno. Przy dorosłych kotkch podaję jej jedzenie z innymi, ale na osobnej miseczce - jest talerzyk Borgiowy i pozostałych. Oczywiście stoję nad nimi z miną Ostatniej Sprawiedliwej, i nie pozwalam na przejście do Borgiowej miski. Jak tylko któraś z kotek podnosi tylko głowę i tęsknie spogląda na TAMTĄ miskę, słyszy "Nie", jeśli mimo wszystko zbiera sie do przejścia, wyciagam, rękę i ją zawracam. Oczywiście miski nie stoją obok siebie.

Jesli chodzi o zabawę, jest podobnie. Przy kociętach wybawiam Borgię osobno. Jak już nie ma kociaków, osobno i razem. Jeśli razem, bardzo pilnuję, żeby upolować moment, kiedy inne kotki już nie chcą czekać na swoją kolejkę, wtedy przenoszę zabwkę (piórka, laserek) do pozostałych kotek, chwila ganienek NIE W POBLIŻU BORGII - to bardzo ważne, żeby koty nie przebiegały za blisko takiego marudy - po czym znów przenoszę zabawkę do Borgii.

Ważne jest przenoszenie - jesli to jest laserek, sprawa jest prostsza, po prostu wyłączamy go - to ważne, chodzi o to, żeby żaden kot za nim nie pobiegł - i włączamy w poliżu kota-odludka. On się bawi, najczęściej to taka zabawa jak i kot, wiecie, leżenie w jednym miejscu i pacanie łapkami <lol> I jak już widać płonące z pożądliwości oczy pozostałych, przenosimy laserek do ich właścicieli, tym razem nie trzeba wyłączać - jeśli uda sie wymusić ruch u marudy, to dobrze, ale uwaga - jeśli maruda się ruszy, przeganiamy ją w stroę jakąkolwiek, nawet innych kotów, ale natychmiast zawracamy i osadzamy w odległości od nich, nie zatrzymujemy marud w pobliżu kotów, którtych nie lubi!

Przy piórkach jest trochę trudniej, ale do zrobienia, trzeba je wysoko poderwać do góry, poza zasięg kocich łap, i na takiej wysokości szybko przenosimy do malkontenta. Jeśli wędka będie odpowiednio wysoko, koty natychmiast za nia nie ruszą, a jak zobaczą piórka przy łapach innego kota, przez chwilę zadziała "zasada piłki". Reszta jak wyżej <mrgreen>

Przy kociaku będzie trudniej, bo kocięta rzadko stosują się do zasady wymiany - pędzą na łeb na szyję, gdzie się da, i nie dają oddechu. Ale trzeba próbować, najlepszy będzie laserek, wyłączamy go odprowadzając kociaka najdalej jak się da, wyłączamy, przenosimy, włączamy przy łapach kota dorosłego - jak kociak się zorientuje, i rusza na światełko, NATYCHMIAST zabieramy Lunie i zawracamy Gato, laserkirem oczywiście, w kąt, i wracamy z wyłączonym do Luny. Jest spora szansa, że po wielu takich próbach pacnie chociaż raz, a jak sie zorientuje, że jest w stanie "bawić się" przy tym małym potworze, może uda się skracać dystans.

Małgosiu, przepraszam za zaśmiecanie Luniakowego wątku - będzie drugi drapak, będą koty bardziej dogadane i z własnym miejscem na ziemi :)
ENCYKLOPEDIA BEZ DWÓCH ZDAŃ!!! <pokłon> <pokłon> <pokłon>

: 06 kwie 2011, 11:25
autor: Gosia i Ira
madziulam2 pisze:ENCYKLOPEDIA BEZ DWÓCH ZDAŃ!!! <pokłon> <pokłon> <pokłon>
Dorotka jest niesamowita

Mago trzymam kciuki za dalszą pozytywną aklimatyzację :kotek:

: 06 kwie 2011, 19:16
autor: Dorota
Mago Dorszka na inspekcję przyjedzie to cały wykład w praktyce przerobicie .
Nie ukrywam ,że serce ściska mnie z żalu :-( .Z jednej strony nie można odtrącić Gato bo to mała dziecinka jeszcze a z drugiej strony jak się patrzy na smutne ślepeczka Lunki to żyć się nie chce.
Bądźmy jednak dobrej myśli :hug:

Z zabawami to dramatu nie ma. U nas Guru jest dominujący zawsze. Żebym nie wiadomo jak się strała włączyć Hamsini do zabawy to i tak Ruda Małpa pierwsza.
Udaje się podzielić uwagę kotków tylko z laserkiem , inne wspólne zabawy nie wychodzą.
Hamsini wybrnęła z tej sytuacji piękny sposób, bo sama zaczyna bawić się w nocy bądź wieczorem kiedy Guru już śpi.
Przynosi piłeczkę , wkłada ją do butów , biega i tak fajnie pomrukuje. Jej towarzysz zabaw jest niepotrzebny.
Moje Futra wspólnie się tylko ganiają :->
Dajmy Lunce troszkę czasu i nie wymagajmy od razu wspólnych zabaw, być może Dziewczynka będzie wolała bawić się sama. :-)

: 06 kwie 2011, 22:36
autor: Dorszka
Dorota pisze:Mago Dorszka na inspekcję przyjedzie to cały wykład w praktyce przerobicie .
No normalnie już nie będę, przepraszam...