Koty zasadniczo nie bawią sie razem, pomijając kocięta. Zazwyczaj stosują się do zasady "kto przy piłce, ten ma fory". Przy normalnych układach wymieniają sie zabawką, najpierw jeden kot bawi się piórkami, drugi - trzeci patrzą, trzeba zabawką "odjechać" od pierwszego, podsunąć drugiemu, jeśli podejmie zabawę, wtedy na chwilę "wyłącza się" ten pierwszy. I tak na przemian.
Jeśli w grupie panują jakieś animozje, wtedy kot, który z jakiegoś powodu nie lubi tego drugiego, nie włącza sie do takiego łańcucha, ewntualnie irytuje się, że ten drugi kot też się włącza, i taki kot nie bierze udziału w całym układzie. Trzeba się z nim bawić osobno, albo bardzo umiejętnie z grupą, ale uniemożliwiając zbyt bliski kontakt. Nadal niejako osobno. To jest trudne, bo koty "bez oporów i much w nosie" po odczekaniu kolejki podbiegają i próbują przejąc pałeczkę, co znów wywołuje irytację u malkontenta <lol>
Najlepiej wybawić takie koty osobno, są wtedy szczęśliwe i podrygują jak kociaki - u mnie takim kotem jest Borgia. Ustępuje wszystkim przy miskach, czeka cierpliwie, aż wszyscy zjedzą. Jak mam kocięta, i wiem, że się zwyczajnie nie doczeka, karmię ją osobno. Przy dorosłych kotkch podaję jej jedzenie z innymi, ale na osobnej miseczce - jest talerzyk Borgiowy i pozostałych. Oczywiście stoję nad nimi z miną Ostatniej Sprawiedliwej, i nie pozwalam na przejście do Borgiowej miski. Jak tylko któraś z kotek podnosi tylko głowę i tęsknie spogląda na TAMTĄ miskę, słyszy "Nie", jeśli mimo wszystko zbiera sie do przejścia, wyciagam, rękę i ją zawracam. Oczywiście miski nie stoją obok siebie.
Jesli chodzi o zabawę, jest podobnie. Przy kociętach wybawiam Borgię osobno. Jak już nie ma kociaków, osobno i razem. Jeśli razem, bardzo pilnuję, żeby upolować moment, kiedy inne kotki już nie chcą czekać na swoją kolejkę, wtedy przenoszę zabwkę (piórka, laserek) do pozostałych kotek, chwila ganienek NIE W POBLIŻU BORGII - to bardzo ważne, żeby koty nie przebiegały za blisko takiego marudy - po czym znów przenoszę zabawkę do Borgii.
Ważne jest przenoszenie - jesli to jest laserek, sprawa jest prostsza, po prostu wyłączamy go - to ważne, chodzi o to, żeby żaden kot za nim nie pobiegł - i włączamy w poliżu kota-odludka. On się bawi, najczęściej to taka zabawa jak i kot, wiecie, leżenie w jednym miejscu i pacanie łapkami <lol> I jak już widać płonące z pożądliwości oczy pozostałych, przenosimy laserek do ich właścicieli, tym razem nie trzeba wyłączać - jeśli uda sie wymusić ruch u marudy, to dobrze, ale uwaga - jeśli maruda się ruszy, przeganiamy ją w stroę jakąkolwiek, nawet innych kotów, ale natychmiast zawracamy i osadzamy w odległości od nich, nie zatrzymujemy marud w pobliżu kotów, którtych nie lubi!
Przy piórkach jest trochę trudniej, ale do zrobienia, trzeba je wysoko poderwać do góry, poza zasięg kocich łap, i na takiej wysokości szybko przenosimy do malkontenta. Jeśli wędka będie odpowiednio wysoko, koty natychmiast za nia nie ruszą, a jak zobaczą piórka przy łapach innego kota, przez chwilę zadziała "zasada piłki". Reszta jak wyżej <mrgreen>
Przy kociaku będzie trudniej, bo kocięta rzadko stosują się do zasady wymiany - pędzą na łeb na szyję, gdzie się da, i nie dają oddechu. Ale trzeba próbować, najlepszy będzie laserek, wyłączamy go odprowadzając kociaka najdalej jak się da, wyłączamy, przenosimy, włączamy przy łapach kota dorosłego - jak kociak się zorientuje, i rusza na światełko, NATYCHMIAST zabieramy Lunie i zawracamy Gato, laserkirem oczywiście, w kąt, i wracamy z wyłączonym do Luny. Jest spora szansa, że po wielu takich próbach pacnie chociaż raz, a jak sie zorientuje, że jest w stanie "bawić się" przy tym małym potworze, może uda się skracać dystans.
Małgosiu, przepraszam za zaśmiecanie Luniakowego wątku - będzie drugi drapak, będą koty bardziej dogadane i z własnym miejscem na ziemi
