Od kilku dni jestem szczęśliwą mamą mojej upragnionej koteczki "brytyjskiej".
Dostałam ją od męża na rocznicę ślubu.... szkoda tylko, że muszę dawać te " ".
Chłop jak to chłop nie wie jaki syrop dać dziecku na kaszel, to do dopiero papiery dla kota.
Jak się zapytałam, czy koteczka pochodzi z hodowli, to zrobił wielkie oczy, a po co Ci rodowód? Cóż... jest kocim kundelkiem, ale i tak cudownym.
Mój małż nawet nie wiedział, że nasz Biały ma rodowód.... eh... szkoda czasem słów.
Najważniejsze, że trafiła do domu w którym ma wiele miłości, dużego kociego kolegę i zawsze pełną miseczkę
Oto i ona: Mała.... z naszym synkiem, niestety to imię już do niej przylgnęło... w porównaniu z MCO jest prawdziwą kruszynką.

Tutaj: Zephyr w domu Biały, wielki pieszczoch i zazdrośnik. Zakochałam się od pierwszego wejrzenia w jego błękitnych oczach
Mam nadzieję, że przyjmiecie nas z uśmiechem... a my odwdzięczymy się pięknymi zdjęciami.
pozdrawiam