Chwilowa cisza...
Kilka słów historii
Przez mój dom przewinęło się kilka różnych zwierząt. Któregoś dnia do domu przyszedł TM i przyniósł dwa myszoskoczki. Dzieci jakoś nie wykazały chęci opieki a ja jak najbardziej. Potem był czas miniaturowego królika, dwóch szczurków, potężnego akwarium, małego akwarium i papugi. Papuga to jedyne stworzenie, z którym przynajmniej bawił się jeden z synów. Fruwała po domu swobodnie, była z nami 6 lat, któregoś letniego dnia wykorzystała otwarty balkon i tyle ją widziałam.
I wtedy nic już nie stało na przeszkodzie, by pojawił się kot. U znajomych na wsi kotka urodziła 4 koty (zaraz po tym wysterylizowano ją). Martwili się co z nimi będzie. Mówię do TM: dzieci wyfrunęły właśnie na studia, dom pusty, weźmy kota, zrobimy dobry uczynek.
Pojawił się On

Felix
Zaczęłam czytać dwa fora o kotach, wszędzie pisano, że lepiej mieć dwa koty niż jednego, bo będzie mu weselej, gdy zostaje sam w domu na długie godziny. Myślałam jaki ma być ten drugi? Też dachowiec? a może jednak rasowy? A jak rasowy to jaki? Pierwszy typ to ragdoll, a może MCO, a może syberyjski....
Ale poczytałam sobie na forum o różnych niuansach kota długowłosego, trochę mnie to odstraszyło. Pomyślałam więc o brytyjczyku, a może jednak brytyjczyk z długim włosem.... dałam sobie pół roku na myślenie.
Przez przypadek dowiedziałam się, że sąsiadka, która kupiła działkę obok nas hoduje koty rasowe, nie wiedziałam jakie. Okazało się, że brytyjczyki i za pół miesiąca będą do sprzedaży. Uznałam, że los za mnie zadecydował

Od tego momentu czytam najróżniejsze posty z tego forum.
