To jest naprawdę wielka miłość Vitkowo - Muffinkowa. Są wspaniali. A jaka wyśmienita kołysanka... no no. <gwiżdże>
Vitali II von Sturmcastle
- Ada
- Posty: 995
- Rejestracja: 27 paź 2011, 23:19
- Płeć: kobieta
- Skąd: Polska
- manita
- Agilisowy Rezydent
- Posty: 3446
- Rejestracja: 26 lip 2010, 17:31
- Kontakt:
- Ada
- Posty: 995
- Rejestracja: 27 paź 2011, 23:19
- Płeć: kobieta
- Skąd: Polska
- a u mnie remont w pełnym rozkwicie,,,,wiecie jak to jest...niby tylko przedpokój, ale ...płytki mi kiedyś odpadły pod oknem w kuchni,,,,i za suszarką do naczyń...trzeba poprzyklejać....a i boazerię także bo gdzieniegdzie się poluzowała,,,,no i okazało się , że w moim pawlaczu biegnie sobie gruba rura z góry na dół....i nie można jej uciąć bo sobie biegnie przez 10 pięter- jak u Barei......więc trzeba w tej nowej , nowiutkiej szafie też dziury wyciąć, żeby ta cholerna rura tam sobie mieszkała, zamiast moich rzeczy,,,,tym, którzy projektowali i budowali takie bloki z rurami na 20 cm od ściany to ja bym przyznała nobla z głupoty,,,no ale coż, nic nie poradzę.....
- no i jeszcze trzeba drzwi docinać i cudować z nimi, bo nijak do futryn nie pasują, a futryny są metalowe, takie na zawsze i sobie siedzą w tym mieszkaniu już pewnie ze 30 lat,,,można je wywalić i zrobić piękne nowe ....ale co mam zrobić z moimi kotami, a zwłaszcza z Tiką???
- przecież ona jest teraz już na prochach przeciwświądowych i lelem ją i caluję po nosku, żeby się nie stresowała tak bardzo, a jeżeli wpuszczę ekipę , która mi będzie wyrywać te futryny metalowe ( a one są wpuszczone nie tylko w ściany ale i w posadzki i zalane betonem)- to Tika tego nie wytrzyma....obawiam się, że cała ekipa byłaby mocno zestresowana i zaczęłoby się sikanie po kątach i nie daj bosz... agresja wzajemna wynikająca z braku bezpieczeństwa na swoim terytorium <hm> .....więc ja pasuję, wolę nie...
- obejrzałam dzisiaj drzwi i ubłagałam (chyba) mojego fachmana, żeby wysilił swój umysł i zdrowy polski , chłopski rozsądek i coś wymyślił - trzeba zmienić bolce bo nie pasują do zawiasów i drzwi łazienkowe są innej grubości, no to trzeba albo przyciąć - przyheblować, wyciąć - sama nie wiem co, ale coś trzeba wymyśleć.....i najlepiej to robić gdzieś- na korytarzu, albo poza domem, żeby moje kochane potwory nie powariowały,,,,,
- suma sumarum - z trzech dni remontu robi mi się ...chyba 10 dni.....o matko
! <strach>
- no i jeszcze trzeba drzwi docinać i cudować z nimi, bo nijak do futryn nie pasują, a futryny są metalowe, takie na zawsze i sobie siedzą w tym mieszkaniu już pewnie ze 30 lat,,,można je wywalić i zrobić piękne nowe ....ale co mam zrobić z moimi kotami, a zwłaszcza z Tiką???
- przecież ona jest teraz już na prochach przeciwświądowych i lelem ją i caluję po nosku, żeby się nie stresowała tak bardzo, a jeżeli wpuszczę ekipę , która mi będzie wyrywać te futryny metalowe ( a one są wpuszczone nie tylko w ściany ale i w posadzki i zalane betonem)- to Tika tego nie wytrzyma....obawiam się, że cała ekipa byłaby mocno zestresowana i zaczęłoby się sikanie po kątach i nie daj bosz... agresja wzajemna wynikająca z braku bezpieczeństwa na swoim terytorium <hm> .....więc ja pasuję, wolę nie...
- obejrzałam dzisiaj drzwi i ubłagałam (chyba) mojego fachmana, żeby wysilił swój umysł i zdrowy polski , chłopski rozsądek i coś wymyślił - trzeba zmienić bolce bo nie pasują do zawiasów i drzwi łazienkowe są innej grubości, no to trzeba albo przyciąć - przyheblować, wyciąć - sama nie wiem co, ale coś trzeba wymyśleć.....i najlepiej to robić gdzieś- na korytarzu, albo poza domem, żeby moje kochane potwory nie powariowały,,,,,
- suma sumarum - z trzech dni remontu robi mi się ...chyba 10 dni.....o matko
- Ada
- Posty: 995
- Rejestracja: 27 paź 2011, 23:19
- Płeć: kobieta
- Skąd: Polska
- dzisiaj znowu Marra wprawiła mnie w osłupienie swoim zachowaniem, to naprawdę bardzo mądra kotka, aż miałam ciary na plecach, jak zrozumiałam jej zachowanie, a było tak;
- rano pojechałam z moim fachmanem oglądac te przeklęte drzwi i kupować kleje...do OBI pojechałam i oczywiście wpadłam w kwiatki bo dwa dni temu kupiony papirus już pożarty do cna więc kupiłam następny, innego gatunku, taki który mniej się łamie, bo łodyżki bardziej elastyczne,,,no i zdecydowałam się na mojego wymarzonego sukulenta z rodziny Nolina- dziwadło afrykańskie ( póżniej zrobię zdjęcie) - to bardzo żadki okaz, dosyć drogi, więc się zastanawiałam parę dni, ale cóż hmmmm .....
- przytargałam te "kwiatki" do domu ( majster przy okazji kupił pełne wory czegoś tam do remontu), kwiatki postawiłam na podłodze, rozpakowałam ziemię do sukulenta i poszłam zrobić kawę bo zaczęło siąpić,,,w tym czasie Muffin z Vitkiem dopadli papirus i dawaj wcinać,,,ale Muffin zainteresował się też i tym sukulentem - roślina ma pień zdrewniały w kształcie kuli i z tej kuli wyrastają piuropusze ostrej twardej trawy, i tą trawę zaczął podgryzać Muffin i nagle przyleciała Marra, zainteresowała się papirusem i afrykańczykiem... i nagle dała w łeb Muffiemu,,,,on jej oddał,,,potem był spokój między nimi ale Marra wywaliła sykulent z donicy ( był lużny, bo tam były same korzenie bez ziemi), ja nafukałam na Marrę i zaczęłam wsadzać go do nowej donicy,,,ale patrzę, a Muffin zaczyna się mocno oblizywać a z pyszczka zwisają mu i urywają duże płaty białej piany,,,dosłownie w minutę siedział już wśród piany, jak w horrorze,,,,nic więcej się nie działo- piana ze śluzem zwisała mu z pyszczka a on się ciągle oblizywał, a właściwie tym jęzorkiem robił takie ruchy jakby coś chciał wypluć z paszczy,,,,zadzwoniłam natychmiast do naszego weta a on kazal strzykawą z wodą przemyć porządnie Muffinowi pyszczek i obserwować....
- u mnie teraz strzykawy są na samym wierzchu, bo Muffin wszystko pakuje do gęby, więc dosłownie po minucie już mu myłam pyszczydło, potem jeszcze dostał trochę wody do środka, ślinienie z pianą ustało, Muffin się uspokoił, przestał się oblizywać a po 20 minutach zwymiotował,,,,,,,ufff.....
- po godzinie dostał mokre jedzonko i mimo , że wszystko było dobrze to jednak poszłam do naszego weta, tak na wszelki wypadek,,,,
- zatrucia nie stwierdzono, ale, tak na wszelki wypadek
sukulent wylądował wysoko na szafie, gdzie tylko Marra wchodzi, a ona jest mądrzejsza ode mnie, bo od razu wiedziała, że to ładna ale zapewne trująca roślinka....więc na pewno sama nie zje i może się zlituje i nie zwali z szafy na podłogę o 4 nad ranem.......
- kochana Marrunia <serce>
- rano pojechałam z moim fachmanem oglądac te przeklęte drzwi i kupować kleje...do OBI pojechałam i oczywiście wpadłam w kwiatki bo dwa dni temu kupiony papirus już pożarty do cna więc kupiłam następny, innego gatunku, taki który mniej się łamie, bo łodyżki bardziej elastyczne,,,no i zdecydowałam się na mojego wymarzonego sukulenta z rodziny Nolina- dziwadło afrykańskie ( póżniej zrobię zdjęcie) - to bardzo żadki okaz, dosyć drogi, więc się zastanawiałam parę dni, ale cóż hmmmm .....
- przytargałam te "kwiatki" do domu ( majster przy okazji kupił pełne wory czegoś tam do remontu), kwiatki postawiłam na podłodze, rozpakowałam ziemię do sukulenta i poszłam zrobić kawę bo zaczęło siąpić,,,w tym czasie Muffin z Vitkiem dopadli papirus i dawaj wcinać,,,ale Muffin zainteresował się też i tym sukulentem - roślina ma pień zdrewniały w kształcie kuli i z tej kuli wyrastają piuropusze ostrej twardej trawy, i tą trawę zaczął podgryzać Muffin i nagle przyleciała Marra, zainteresowała się papirusem i afrykańczykiem... i nagle dała w łeb Muffiemu,,,,on jej oddał,,,potem był spokój między nimi ale Marra wywaliła sykulent z donicy ( był lużny, bo tam były same korzenie bez ziemi), ja nafukałam na Marrę i zaczęłam wsadzać go do nowej donicy,,,ale patrzę, a Muffin zaczyna się mocno oblizywać a z pyszczka zwisają mu i urywają duże płaty białej piany,,,dosłownie w minutę siedział już wśród piany, jak w horrorze,,,,nic więcej się nie działo- piana ze śluzem zwisała mu z pyszczka a on się ciągle oblizywał, a właściwie tym jęzorkiem robił takie ruchy jakby coś chciał wypluć z paszczy,,,,zadzwoniłam natychmiast do naszego weta a on kazal strzykawą z wodą przemyć porządnie Muffinowi pyszczek i obserwować....
- u mnie teraz strzykawy są na samym wierzchu, bo Muffin wszystko pakuje do gęby, więc dosłownie po minucie już mu myłam pyszczydło, potem jeszcze dostał trochę wody do środka, ślinienie z pianą ustało, Muffin się uspokoił, przestał się oblizywać a po 20 minutach zwymiotował,,,,,,,ufff.....
- po godzinie dostał mokre jedzonko i mimo , że wszystko było dobrze to jednak poszłam do naszego weta, tak na wszelki wypadek,,,,
- zatrucia nie stwierdzono, ale, tak na wszelki wypadek
sukulent wylądował wysoko na szafie, gdzie tylko Marra wchodzi, a ona jest mądrzejsza ode mnie, bo od razu wiedziała, że to ładna ale zapewne trująca roślinka....więc na pewno sama nie zje i może się zlituje i nie zwali z szafy na podłogę o 4 nad ranem.......
- kochana Marrunia <serce>
-
kotku
- Posty: 4225
- Rejestracja: 26 lip 2011, 20:51
- Ada
- Posty: 995
- Rejestracja: 27 paź 2011, 23:19
- Płeć: kobieta
- Skąd: Polska
- madziulam2
- Agilisowy Rezydent
- Posty: 2820
- Rejestracja: 17 lis 2009, 18:18
- Płeć: kobieta
- Skąd: Kraków