Oj bardzo mi przykro z powodu mamy Trzymam kciuki żeby wylew okazał się niezbyt rozległy. Na początku to zawsze wygląda strasznie, ale często dzięki rehabilitacji można wrócić do niemal dawnej formy. Trzymaj się Przesyłam swoje ciepłe myśli.
Agnieszko przykro nam bardzo, jeszcze niedawno dzwoniliśmy do mamy, kto by się spodziewał. Życie daje nam kolejny przykład na to że człowiek rano wstając nie może być pewien że zaśnie w swoim łóżku. Mamy nadzieję że wszystko będzie dobrze i z czasem mama odzyska sprawność jeśli nie pełną to przynajmniej w stopniu umożliwiającym normalne funkcjonowanie. Mielismy kiedyś podobny przypadek z naszą babcią, na pocieszenie dodam że jeszcze długo, długo do 94 lat mieszkała sama i dawała sobie świetnie radę. Miała problemy z komunikacją ale rehabilitacja okazała się na tyle skuteczna że "efekt końcowy" był zadowalający. W przypadku tej choroby potrzeba czasu. Madycyna "poszła" do przodu, efety lecznia są dużo lepsze niż kiedyś. Trzeba być dobrej myśli. Trzymamy kciuki za mamę!