Dziewczyny SZOK!!!
Poszłyśmy zmieniać opatrunek.....
W efekcie:
-Wetka podrapana, pogryziona
-Pielęgniarka podrapana, pogryziona
-Ja podrapana, pogryziona
-Moja Nastka zapłakana, że się kotu krzywda dzieje (i tłumaczenie że nic złego nikt jej nie robi, ona tylko zła jest i nie lubi jak się jej brzuszek rusza)
-Midusia dostała głupiego jasia, po którym i tak dawała się we znaki wetce i tej jej pomocnicy
Kubraczek, jeśli nie będzie zasiusiany mamy mieć aż do 10go, wówczas pójdziemy na zdjęcie szwów. Pani Dr. nie wyklucza, że wtedy też będzie trzeba ją ogłupić -.-
Na pocieszenie dodała, że nigdy jeszcze nie spotkała się z takim nerwusem i że jest jedyna w swoim rodzaju...
Ehh, kota w transporterze, śpi, czyli dziś chyba powtóka z rozrywki ze wczoraj <suchy> <strach> <kciukwdół>
EDIT:
Asiu specjalnie for Ju looknęłam jak wielkie to cięcie jest... obrazkowo pokażę Ci że o takie:
-------------------- jakoś tak
animru pisze:a ja bym zdjęła koteczce kubrak (wiem, wiem, nie bijcie ) pilnowałabym, i jestem pewna, ze od razu by odżyła <mrgreen>
ona nie przez kubraczek taka wściekła...
jak jej plaster zdejmowałyśmy się zaczęła rzucać, normalnie wścieklizna jak nic.
Do ubranka przywykła, nawet nie próbuje go zdjąć...
a skoro kazali, to będę grzeczna i posłucham <gwiżdże>
Ja tak miałam przez dwa tygodnie z Meg, ta sterylizacja to KOSZMAR. Na szczęście masz już to za sobą. Teraz wszystko powoli będzie wracać do normy. To jest taki zabieg, który wymaga naprawdę olbrzymiej odporności psychicznej od opiekunów kota! Dla ludzi o stalowych nerwach! :-)
A mnie długo nie było i co ja czytam, że nowe kocię będzie! <klaszcze> Ale fajnie!
Nie ma co ściągać, jeśli szwy są zewnętrzne, to wręcz nie wolno, bo nie ma możliwości, żeby kotka nie próbowała ich wydłubać. Kubrak jest na ogół niepotrzebny, gdy zakłada się szew wewnętrzny, chyba śródskórny się to nazywa, taki, jaki mają koty Lakshmi, czy jak miała moja Borgia. I brzuch wygląda inaczej, i sam szew jest "wciągnięty", że kotka do niego nie dosięgnie. W przypadku szwu tradycyjnego nie ma co ryzykować - nie da się pilnować kota cały czas, w końcu niekiedy chodzi się spać. Reakcja była nie na kubrak, a na lekarza, młoda bardzo dobrze pamięta, co ją spotkało. Być może też coś się dzieje w rance i koteczke boli - moja wetka zakłada właśnie szwy tradycyjne, zewnętrzne, więc kotki zawsze chodzą w kubraczkach, ale nie ma żadnych plastrów ani zmiany opatrunków ani żadnego innego gmerania, koteczka ma kubraczek aż do zdjęcia szwów. Tak silna reakcja i walka według mnie wskazywałaby na ból.
Ja tak miałam przez dwa tygodnie z Meg, ta sterylizacja to KOSZMAR. Na szczęście masz już to za sobą. Teraz wszystko powoli będzie wracać do normy. To jest taki zabieg, który wymaga naprawdę olbrzymiej odporności psychicznej od opiekunów kota! Dla ludzi o stalowych nerwach! :-)
A mnie długo nie było i co ja czytam, że nowe kocię będzie! <klaszcze> Ale fajnie!
Kosanna nie strasz mnie <shock> Ja w piątek ide ze swoją Majusią <strach>
Meg bidulenka mała Ruszali ją po małym brzuszku, to niedobrzy ludzie Kto śmiał - teraz macie za swoje <lol>
A tak na poważnie, to życzę, żeby maleńka szybko doszła do siebie <ok>