duży karton ganiający w nocy po mieszkaniu to ja znam ale Kolorello się nazywa <lol>
Tosiek & Morus, czyli dwa diabły pod jednym dachem
- Szopi
- Hodowca
- Posty: 1322
- Rejestracja: 20 lis 2010, 23:34
- Hodowla: Mikołówka*Pl
- Płeć: Kobieta
- Skąd: Kt.
U nas jedyny mężczyzna w stadzie - kastrat Rudasek utożsamia szczęście z ciapraniem w wodzie, on naprawdę uwielbia wodę, zawsze gdzieś znajdzie wodę i musi zanurzyć w niej swoje łaputy, a później w całym mieszkaniu mamy mokre ślady, ale i tak bezgranicznie go uwielbiamykotku pisze:Ja już też Danusiu do tego dojrzałam żeby widzieć - szalejący kot - zdrowy kot <mrgreen> Jak również dzieci podobno dzielą się na te czyste i szczęśliwe.
Muszę koniecznie uchwycić ten nasz Chodzący Dywan na fotkach bo widok jest niepowtarzalny <mrgreen>
-
kotku
- Posty: 4225
- Rejestracja: 26 lip 2011, 20:51
Zdjęć chodzącego chodniczka nie udało mi się zrobić, ale nadchodzi weekend i nigdy nie wiadomo co się może wydarzyć
Chciałam się natomiast podzielić wydarzeniami z ostatniego tygodnia.
Ci co śledzą ten wątek od dłuższego czasu być może pamiętają, że bardzo dużo podróżowałam z Tośkiem. A dokładniej - w ciągu tygodnia razem z nim przebywałam u mnie w pracy a w weekendy przyjeżdżaliśmy do domu. Od kiedy pojawił się Morus koty były cały czas razem w Krakowie. Mnie jednak było bardzo smutno samej w pracy i kiedy Morusek już podrósł spróbowałam wziąć Tośka ze sobą na te 4 dni, a Morus został z Robertem.
Już od poniedziałku gdy przyjechaliśmy na Śląsk, Tosiek zachowywał się inaczej niż zwykle. Na początku myślałam, że wszystko jest wspaniale bo ciągle mruczał, chciał się przytulać i udeptywać. Drugiego dnia już mnie to zaniepokoiło, bo jego chęć przytulania się była hmm jak na niego zdecydowanie nadmierna. W domu nie bardzo lubił się przytulać - nagle zaczął domagać się ciągłego głaskania po brzuchu, drapania za uszkiem i innych pieszczot. Chodził po całym mieszkaniu i ciągle głośno mruczał albo gruchał, ocierał się o każdą framugę, szafkę, drzwi... Wczoraj w nocy budził mnie co dwie godziny gruchając jak gołąb i domagając się głaskania i przytulania. To mnie już naprawdę zmartwiło - bo niby jakościowo wszystko fajnie, ale coś za dużo w ilości, coś nie tak. Czy to możliwe, żeby tak zareagował na rozłąkę z małym i domem? Bo ja jakoś czuję, że to chyba nie był u niego objaw szczęścia...
Od Roberta wiem, że Morus w tym czasie zachowywał się podobnie. Gdy on wracał z pracy to pomiaukiwał, ciągle ocierał się o nogi i ciamkał jeszcze więcej niż zwykle.
Nadszedł dzień powrotu do domu. Przyjechaliśmy dzisiaj z Tośkiem o 17. I znów było trochę dziwnie - Morus przez chyba godzinę chodził i pomiaukiwał co chwilę to tu to tam. Przytulał się, a jednocześnie nie chciał się dawać dłużej głaskać, skakał po ścianach, po drzwiach, meblach. Łaził i miauczał jakby nie wiadomo było o co chodzi. Nasikał pod prysznicem (to może dlatego, że drugą kuwetę zostawiłam w pracy? może powinnam ją przywieźć). Tosiek znów stał się wycofany, głównie leżał na schodach i obserwował co się dzieje. Później na nowo obwąchiwał wszystkie kąty.
Teraz od kilku minut oba koty biegają ze sobą jak szalone, bawią się, okładają na żarty łapkami, gonią po schodach i pokojach. Powoli chyba wszystko wraca do normy.
Ja postanowiłam ich więcej nie rozdzielać - jak będzie mi samej smutno, zabiorę dwa koty ze sobą.
Proszę powiedzcie co o tym wszystkim myślicie.
Chciałam się natomiast podzielić wydarzeniami z ostatniego tygodnia.
Ci co śledzą ten wątek od dłuższego czasu być może pamiętają, że bardzo dużo podróżowałam z Tośkiem. A dokładniej - w ciągu tygodnia razem z nim przebywałam u mnie w pracy a w weekendy przyjeżdżaliśmy do domu. Od kiedy pojawił się Morus koty były cały czas razem w Krakowie. Mnie jednak było bardzo smutno samej w pracy i kiedy Morusek już podrósł spróbowałam wziąć Tośka ze sobą na te 4 dni, a Morus został z Robertem.
Już od poniedziałku gdy przyjechaliśmy na Śląsk, Tosiek zachowywał się inaczej niż zwykle. Na początku myślałam, że wszystko jest wspaniale bo ciągle mruczał, chciał się przytulać i udeptywać. Drugiego dnia już mnie to zaniepokoiło, bo jego chęć przytulania się była hmm jak na niego zdecydowanie nadmierna. W domu nie bardzo lubił się przytulać - nagle zaczął domagać się ciągłego głaskania po brzuchu, drapania za uszkiem i innych pieszczot. Chodził po całym mieszkaniu i ciągle głośno mruczał albo gruchał, ocierał się o każdą framugę, szafkę, drzwi... Wczoraj w nocy budził mnie co dwie godziny gruchając jak gołąb i domagając się głaskania i przytulania. To mnie już naprawdę zmartwiło - bo niby jakościowo wszystko fajnie, ale coś za dużo w ilości, coś nie tak. Czy to możliwe, żeby tak zareagował na rozłąkę z małym i domem? Bo ja jakoś czuję, że to chyba nie był u niego objaw szczęścia...
Od Roberta wiem, że Morus w tym czasie zachowywał się podobnie. Gdy on wracał z pracy to pomiaukiwał, ciągle ocierał się o nogi i ciamkał jeszcze więcej niż zwykle.
Nadszedł dzień powrotu do domu. Przyjechaliśmy dzisiaj z Tośkiem o 17. I znów było trochę dziwnie - Morus przez chyba godzinę chodził i pomiaukiwał co chwilę to tu to tam. Przytulał się, a jednocześnie nie chciał się dawać dłużej głaskać, skakał po ścianach, po drzwiach, meblach. Łaził i miauczał jakby nie wiadomo było o co chodzi. Nasikał pod prysznicem (to może dlatego, że drugą kuwetę zostawiłam w pracy? może powinnam ją przywieźć). Tosiek znów stał się wycofany, głównie leżał na schodach i obserwował co się dzieje. Później na nowo obwąchiwał wszystkie kąty.
Teraz od kilku minut oba koty biegają ze sobą jak szalone, bawią się, okładają na żarty łapkami, gonią po schodach i pokojach. Powoli chyba wszystko wraca do normy.
Ja postanowiłam ich więcej nie rozdzielać - jak będzie mi samej smutno, zabiorę dwa koty ze sobą.
Proszę powiedzcie co o tym wszystkim myślicie.
- margita
- Agilisowy Rezydent
- Posty: 5567
- Rejestracja: 17 lut 2012, 14:04
- Płeć: kobieta
- Skąd: zachodniopomorskie
nie jestem specjalistką ... ale jako laik myślę podobnie jak Ty ... po prostu za sobą tęskniły ...
a te ocieranie to pewnie prośby z dwóch stron ... my chcemy po staremu .... proszę, proszę niech będzie po staremu ... <mrgreen>
kociaste się pokochały ... <serce> <serce> <serce>
ciekawa jestem jak było by u mnie ? <mrgreen>
a te ocieranie to pewnie prośby z dwóch stron ... my chcemy po staremu .... proszę, proszę niech będzie po staremu ... <mrgreen>
kociaste się pokochały ... <serce> <serce> <serce>
ciekawa jestem jak było by u mnie ? <mrgreen>