Przygodę z forum zaczęłam kilka miesięcy temu, szukając przydatnych informacji na brytusiowe tematy. Po kilku miesiącach nadeszła w końcu pora, aby z pasywnego czytelnika, stać się aktywnym uczestnikiem. Pierwszy wpis celem wstępu będzie bardziej o mnie, moim mężu i o tym, jak staliśmy się właścicielami dwóch wspaniałych kotów Hindiego i Malajki.
Na początku może napiszę jak z przeciwniczki kociej rasy stałam się miłośniczką brytusiów. W moim rodzinnym domu wszyscy są zapalonymi psiarzami, głównie za sprawą naszego siedmioletniego przyjaciela, czarnego labradora. Psiak jest niesamowitym, kochanym miziakiem i chociaż waży ok. 50 kg nie przeszkadza mu to ładować się nam na kolana. Niestety posiadanie szczeniaka w Warszawie, gdzie mieszkamy z mężem nie było żadną opcją. Nie potrafiłabym skazać psa na samotne siedzenie w małym mieszkaniu kilkanaście godzin, bez możliwości załatwienia podstawowych potrzeb.
Po przeprowadzce z TŻ do naszego pierwszego własnego mieszkania nie potrafiłam zabić w sobie pragnienia posiadania zwierząt w domu. Po krótkiej szynszylowej fazie, ku wielkiej radości mojego TŻ, wielbiciela kotów, zaczęłam chorować na brytyjczyki. Bardzo odpowiadał mi ich zrównoważony charakter i misiowaty wygląd. Po przestudiowaniu wszystkich za i przeciw, odwiedzeniu dwóch hodowli zdecydowaliśmy się na tłuściutką, liliową kulkę. Po dwóch miesiącach trafił do nas słodki, gadatliwy i już całkiem wyrośnięty Hindi Havanell.
Pokochaliśmy go tak bardzo, że po paru miesiącach zaczęliśmy zastanawiać się nad dokoceniem. Pomogło to, że Hindi przeżywał każdą naszą dłuższą nieobecność i bardzo lubił jeździć na wakacje do rodziny, bo tam miał zawsze towarzystwo. Marzyliśmy o długowłosej, ciemnej kotce dla kontrastu
viewtopic.php?t=2180
Przepraszam, że się tak rozpisałam, ale mam nadzieję, że mi wybaczycie :-) . Dla osłody kilka zdjęć naszych kochanych miziaków.
