Jesteśmy po zabiegu :-).
Głodówkowa noc była okropna. Po raz pierwszy moja kocica żebrała. W związku z tym, że nic nie dali harcowała do rana nie dając nam spać. Koło 2 w nocy po głowie śpiącego TŻta wlazła na blat w kuchni i zwędziła witaminki, które próbowała zjeść razem z woreczkiem <shock>...
Harita została pokrojona około 14, przy okazji lekarz zrobił jej tez morfologie krwi i wszystko w porządku :-). Odebrałam ją przed 18 i jeszcze śpi. Do tej pory dwa razy jej się "cofnęło" ale samą wodą. Powiem szczerze, że całkiem inaczej sobie wyobrażałam "zwierzę wybudzone". Tak naprawdę moja dziewczynka wygląda strasznie. Ma otwarte oczy, wystawiony języczek i wygląda jak zdechła. Co chwila do niej zaglądam i sprawdzam czy oddycha

.
Nie obejrzałam jeszcze ranki, bo boję się jej ruszać. Lekarz mówił, że cięcie ma około 1,5 cm. W sobotę jedziemy na kontrolę i podać jeszcze jedną porcję leków. Harita nie ma kubraczka, bo ma założone samo rozpuszczalne szwy. Tak więc nie będzie "modnych" zdjęć

. Odpoczywa sobie na podusi przykryta kocykami.