Kilka slow PRAWDY wiec sie mojej kici nalezy :
Missy "od zawsze" nie lubila czesania, juz w pierwszych mail'ach przy kontakcie z hodowca ten temat byl poruszany.
Na szczescie ani Pani Hodowca (przez duze "H") ani ja nie dawalysmy kici za wygrana w tej kwestii.
Czesanie jest od poczatku OBOWIAZKOWE, Missy nawet z czasem sie przyzwyczaila i przy czesaniu grzbietu, bokow i podbrodka/przedlapia sie nie buntuje (co nie oznacza, ze to lubi
Brzusio miedzy przednimi i tylnymi lapkami jest lekkim problemem, ale tez jakos idzie.
Doopka/podogonie (bardzo zreszta porzadnie ofutrzona) tez jako-tako.
"Klopot" mam z futerkiem miedzy tylnymi lapkami, no i na "wewnetrznych udach" (ze tak sie wyraze) i wlasnie tam zrobily sie ostatnio te "moje" nieszczesne koltuny.
No bo futerka tam niemalo, a jako ze ta moja paskuda zdecydowala ze "tego sie nie czesze", no to wyszlo jak wyszlo.
Ale mam mocne postanowienie : od teraz w tym miejscu tez bede czesac. I juz.
Fili : Missy nie lubi obcych, jest kotem raczej "bojazliwym" (ciekawskim, ale bojazliwym), mysle ze wizyta u fryzjera bylaby dla niej wiekszym stresem niz dla mnie satysfakcja, ze mam ladnie uczesanego kota. Poza miejscem miedzy tylnymi lapkami, futerko jest glaciutkie i latwe w utrzymaniu. Chyba dosc daleko jej do persa, o ktorego - z tego co wiem - rzeczywiscie trzeba bardzo dokladnie dbac.
P.S. Ale na Tobiego to bym sobie chetnie popatrzyla.... <gwiżdże>