dobrze, już dobrze, wszystko zrozumiałam <oops> Lumi nie jest gruba tylko dobrze zbudowana, waga jest na 1oo% popsuta, ja mam urojenia i sama powinnam przejść na diete <lol> Danusiu, torba jest, ale bez zawartości... ''se'' taki pusty worek poprostu wisi
Chciałabym Wam dzisiaj kogoś pokazać. Kogoś kogo już z nami nie ma. Dziś mija rok. Dokładnie 3 lutego 2012 roku, musieliśmy podjąć ciężką dla nas decyzje i pozwolić maleństwu odejść.
Mr. Bob, Bobeczek, Bobi <serce> Nasza świnka morska. Bobek był z nami dwa lata. Krótko

Był prosiaczkiem bardzo kontaktowym, przybiegał się przywitać głośno kwicząc, kiedy wracaliśmy do domu. Chodził za nami po całym mieszkaniu. Potrafił dziabnąć w palca u nogi, upominając się, żeby go wziąść na kanape czy kolana :-) Był grzeczny i czysty, dzięki czemu cały dzień biegał wolno po mieszkaniu. Za potrzebą, wracał do klatki. Uwielbiał wszystko co zielone :-) W listopadzie 2011 wyzułam u niego guza. Weterynarz pobrał próbke, wysłał do laboratorium. Okazało się, że to tłuszczak. Kilka dni później maleństwo przeszło operacje, w trakcie której okazało się, że tłuszczaki były 4 i jeden inny guz, którego nazwy nie potrafie teraz przytoczyć. Ale operacja powidła się. Przez dwa miesiące cieszyłam się, że się udało. Jednak na koniec stycznia zauważyłam, że Bobek ciężko oddycha. Pojechaliśmy do weta, niestety naszego nie było. Został przebadany przez panią wet, która stwierdziła, że może się delikatnie przeziębił, dała zastrzyk i odesłała do domu. Rok temu, biorąc go na ręce, widziałam jak się dusi i próbuje łapać powietrze, przelewał mi się przez ręce. Pojechaliśmy szybko do weta, prosząc, żeby mu pomógł bo widziałam jak bardzo się męczy... no i moje maleństwo odeszło

sekcja zwłok wykazała wode w płucach, ale Pani weterynarz niczego nie zauważyła, a stwierdziła, że przesadzam. Gdyby wtedy Donal był w klinice, może udało by się Bobeczka uratować...
ile ja się wyryczałam to już moje. Ludzie się w głowie stukali, że prawie 30-o letnia kobieta płacze za świnką... a ja nic na to nie poradze, że każde zwierzątko kocham mocno i traktuje jak członka rodziny, jak przyjaciela...
Bobeczek <serce>
Kilka dni później zapadała decyzja, która miała między innymi, pomóc mi pogodzić się ze stratą. Nie wyobrażałam sobie, wracać do pustego domu. Zawsze przy mnie były zwierzęta. Szymon widział, jak było mi źle... Dalsza historia jest już Wam znana. Dokładnie miesiąc później, zamieszkała z nami mała psota- którą nazwaliśmy Lumi <serce>

przepraszam, że dziś tak smuto, ale ja sentymentalna jestem...
wciąż o nim pamiętam <serce>