Byczki dwa Tami & Tobi i na zawsze z nami Brysia*
-
Pola
- Hodowca
- Posty: 866
- Rejestracja: 24 lis 2008, 09:51
- Kontakt:
-
kasia z gdyni
- Posty: 492
- Rejestracja: 30 cze 2009, 16:34
- Kontakt:
- mimbla
- Posty: 2179
- Rejestracja: 02 paź 2009, 14:17
- Kontakt:
- Sonia
- Agilisowy Rezydent
- Posty: 16876
- Rejestracja: 11 mar 2010, 09:51
- Płeć: K
- Skąd: Orzesze
Witamy wszystkich po urlopie.
No i udało się pojechać i wrócić. Oba kotki jechały z nami do Zakopanego. Ponieważ źle znoszą zamknięty transporter jechały razem ze mną na tylnej kanapie samochodu (oczywiście oba kotki zaopatrzone są w szelki ze smyczą przypinaną do pasów samochodowych). Brysia jechała z nami drugi raz więc jakoś zniosła lepiej jazdę autem. Do szczęśliwych nie należała, ale umierać z tego powodu nie zamierzała. Przy jeździe powrotnej do domu to nawet położyła się na mojej nodze i zerkała przez szybę co się za oknem dzieje. Dodam, że normalnie jest to panna niedotykalska i żadne kolanka nie są akceptowane przez nią. Natomiast Tami bardzo źle znosił jazdę. Całą drogę bez ustanku bardzo szybko oddychał i wciskał mi głowę za plecy w kącik, żeby nic nie widzieć i nic nie słyszeć. W żaden sposób nie dało się go pocieszyć. Na miejscu od razu udało im się znaleźć super kryjówkę. Wyczaiły, że z boku wersalki jest szpara i oba weszły do pojemnika na pościel z tej wersalki. Ponieważ było tam pusto to dałam im spokój. Tym sposobem miały swój azyl i jak tylko słyszały jakieś dziwne dźwięki (np. przejeżdżające auto czy przechodzących obcych ludzi) zaraz pakowały się do wersalki. Po 3 dniach to już się właściwie zadomowiły i urządzały lepsze gonitwy niż w domu. Bardzo spodobał im się też wielki balkon, gdzie mogli polować na komary i wąchać tyle nowych różnych zapachów. Myślę, że jak się jedzie na dłużej to spokojnie można zabrać ze sobą kotki, ale jak miałabym jechać tylko na 1 tydzień lub krócej, to zostawiłabym je raczej w domu.
Na koniec dodam zdjęcia moich urlopowiczów <mrgreen>



No i udało się pojechać i wrócić. Oba kotki jechały z nami do Zakopanego. Ponieważ źle znoszą zamknięty transporter jechały razem ze mną na tylnej kanapie samochodu (oczywiście oba kotki zaopatrzone są w szelki ze smyczą przypinaną do pasów samochodowych). Brysia jechała z nami drugi raz więc jakoś zniosła lepiej jazdę autem. Do szczęśliwych nie należała, ale umierać z tego powodu nie zamierzała. Przy jeździe powrotnej do domu to nawet położyła się na mojej nodze i zerkała przez szybę co się za oknem dzieje. Dodam, że normalnie jest to panna niedotykalska i żadne kolanka nie są akceptowane przez nią. Natomiast Tami bardzo źle znosił jazdę. Całą drogę bez ustanku bardzo szybko oddychał i wciskał mi głowę za plecy w kącik, żeby nic nie widzieć i nic nie słyszeć. W żaden sposób nie dało się go pocieszyć. Na miejscu od razu udało im się znaleźć super kryjówkę. Wyczaiły, że z boku wersalki jest szpara i oba weszły do pojemnika na pościel z tej wersalki. Ponieważ było tam pusto to dałam im spokój. Tym sposobem miały swój azyl i jak tylko słyszały jakieś dziwne dźwięki (np. przejeżdżające auto czy przechodzących obcych ludzi) zaraz pakowały się do wersalki. Po 3 dniach to już się właściwie zadomowiły i urządzały lepsze gonitwy niż w domu. Bardzo spodobał im się też wielki balkon, gdzie mogli polować na komary i wąchać tyle nowych różnych zapachów. Myślę, że jak się jedzie na dłużej to spokojnie można zabrać ze sobą kotki, ale jak miałabym jechać tylko na 1 tydzień lub krócej, to zostawiłabym je raczej w domu.
Na koniec dodam zdjęcia moich urlopowiczów <mrgreen>



- madziulam2
- Agilisowy Rezydent
- Posty: 2820
- Rejestracja: 17 lis 2009, 18:18
- Płeć: kobieta
- Skąd: Kraków