Wiem wiem wiem
głupio mi strasznie
ale ...
teraz mnie nastraszyłyście - będę obserwować czy nic nie złapał ani za bardzo się nie zdenerwował
Ja już kiedyś pisałam - Karmelek jest dla mnie jak dziecko ( mama uważa, że powinnam mieć drugiego różowego kotka <lol> ) i często potrafię sobie tak nakręcić w głowie że psychiatra miałby niezły ubaw.
Ech ciężko jest radzić sobie samemu.Bo w teorii jako psycholog to ja niezła jestem. Ale ani z Tosią ( wychowawczo) ani z TZ ( negocjacyjnie i ... wychowawczo) ani z emocjami i strachem o Karmelka nie radzę sobie <oops>
Aga12 pisze:Elwiska3 jesteś po prostu jedyna i powalasz na kolana troską o swego kotka
Ja Ciebie tak głaskać nie będę <diabeł>
Elwiska3 :-) Czy Twój weterynarz nie reaguje na te częste wizyty? Karmelek w końcu naprawdę się rozchoruje, ale od nadmiaru stresu jaki mu fundujesz. Dla Ciebie to ulga po niepokoju jaki odczuwasz a dla kotka męczarnia i to zupełnie niepotrzebna.
Pewnie i tak to się nie zmieni... Dla Karmelka
elwiska3 zagłaskasz kota i to pod włos swoją miłością. <lol> Nie obraź się na mnie ale pomimo,że moje koty uwielbiam to nigdy nie przyrównam ich do swoich córek.Dziecko to moje dziecko ,kot to kocie dziecko <mrgreen>
elwiska3 pisze:No właśnie Bartolka masz racje
Czasu nie cofnę, teraz wiem,że głupio zrobiłam.
Moja Bibi cały maj miała poważne problemy ze zdrowiem. Jedno się skończyło, drugie zaczęło i jeszcze się ciągnie... Przez tydzień musiałam być z nią codziennie w klinice. Do tego USG przez 20 minut i poza ogromnym strachem o jej zdrowie, cierpiałam, że narażam ją na stres. Normalnie gulę miałam w gardle jak ją wkładałam do transportera, potem taxi i znów wet. Musiałam to wyryczeć pod prysznicem aby dziewczynki nie widziały mojego smutku. I to w końcu wetka zadecydowała, że dość stresu. Konsultujemy sie przez maile, fotki i telefon. Może jeszcze jedna kontrola.
Dlatego nie rób tego więcej Karmelkowi. Korzyści z tej wizyty masz Ty a on kolejny uszczerbek w swej wrażliwej psychice.
No to teraz mam za zadanie podbudować psychikę mojego wrażliwca.
Bo faktycznie w lutym - marcu miał przegląd generalny ( łapka i brzuszek)
W kwietniu problemy z qupsztalkiem
a teraz w maju to już schizy pańcine.
Dzięki za otrzeźwienie. Idę się w ramach rekompensaty pobawić choć oczy mi się kleją.
elwiska3 pisze:Wiem wiem wiem
głupio mi strasznie
ale ...
teraz mnie nastraszyłyście - będę obserwować czy nic nie złapał ani za bardzo się nie zdenerwował
Ja już kiedyś pisałam - Karmelek jest dla mnie jak dziecko ( mama uważa, że powinnam mieć drugiego różowego kotka <lol> ) i często potrafię sobie tak nakręcić w głowie że psychiatra miałby niezły ubaw.
Ech ciężko jest radzić sobie samemu.Bo w teorii jako psycholog to ja niezła jestem. Ale ani z Tosią ( wychowawczo) ani z TZ ( negocjacyjnie i ... wychowawczo) ani z emocjami i strachem o Karmelka nie radzę sobie <oops>
Wracamy do Karmeliska - dziś słoneczko moje o godzinie 4.32 zaproponowało, że jest wyspane i wprawdzie leje deszcz ale możemy się pobawić. A przynajmniej odsłonić porządnie okno <lol> o tu trzeba pociągnąć za ten fajny łańcuszek co nim tak uroczo szarpię <oops> nie będę za to walił brzegiem metalowym rolety i może nie obudzę pana <diabeł>
nie... nie wstajemy jeszcze? no to chodź ze mną na śniadanko - nie lubię być sam w kuchni <lol> chrup chrup
yamaha pisze:<lol> Ma racje, ja tez na przyklad nie lubie sama jesc w kuchni <lol>
No owszem jadamy rodzinnie razem w kuchni ( zwłaszcza w niedzielę) bo lubimy ale TZ i Tosia niekoniecznie chcieliby jeść przed 5 śniadanie <oops>
A kotu chyba się pomyliło z niedziela przez to wczorajsze święto.