dzwonie na wieś do rodziców, zapytać co tam, a tu okazuje się ze mają małą koteczkę czarną o imieniu Tummy
(miałą być Mela, ale tata chciał TAMI jak moja TAMI, żeby mu się nie myliło, ..uroczy)
to jakiś dachowiec porzucił maluszka i ten się błąkała i miaukał i go wzięli z trawy wygłodniałego.
jest taka malusia, że się do kapcia mieści, mamy ani śladu, nikt się nie przyznaje z sąsiadów,
malutka ma jeszcze niebieskie oczka i mama jak jej dawała mleczko, ale ledwo umiała jeść, teraz już czochra mięsko i sika do kuwetki. ale mieszka na werandzie nie w domu. bawi się ciągle, nie boi się rodziców, tuli i mizia.
kazałam iść im do weta jak najszybciej
i nie dawać ludzkiego słonego i przyprawionego jedzenia tylko czyste mięsko gotowane w wodzie lub surowe przemrożone i za karmą suchą się rozejrzeć.
jadę tam w sobotę pooglądać malutką i kupie jej RC baby, bo kotek nie wiem ile ma tygodni, ale z opisu raczej maluszek. zawiozę mamie "kociak przybywa do domu" i pogadam..
kurcze problem jest że u rodziców raczej z kasą tak sobie, i nie stać na wypasione karmy i pewnie będą karmić jakimś "ludzkim" jedzeniem jak to na wsiach.w kuwecie też piasek zamiast żwirku, przynajmniej w lecie, muszę pogadać z nimi co i jak z tym maluchem,
czy chcą mieć kotka na podwórku czy w domu, to zdrowie zdrowiem i odpowiedzialność trzeba wziąć za małą istotkę.
Nie wiem czy są jakieś tańsze karmy, ale dobre? albo tani przyzwoity żwirek? muszę obadać minimalne koszta miesięczne i im przedstawić. kotka wychodząca też raczej często pewnie u weta musi być? no i sterylka potem, bo inaczej sobie nie wyobrażam... ech...
aleee zobaczymy,porobię dla was foteczki:)
mam nadzieje ze bedzie ok.

































