Żyjemy Żyjemy :-) Wróciliśmy dopiero w sobotę wieczorkiem i nie mogę się jakoś doprowadzić do porządku
Zacznę od poczatku:
Jak ktoś mi powie, że kot nie tęskni za właścicielem to zaśmieję mu się bezczelnie w twarz!
W sobotę odbieraliśmy Tami po drodzę z lotniska do domu. Gdy weszliśmy do pokoju pełnego kotów, ona natychmiast przyleciała do mnie (weszłam pierwsza), wzięłam ją na ręce i zaczęła mruczeć jak traktor. Potem pokazałam ją Maćkowi a ta zaczęła obcierać się pyszczkiem o jego nos <mrgreen>
Wyglądała na bardzo zmęczoną, więc spakowaliśmy ją do kontenerka i ruszyliśmy do domu. Mieliśmy przed sobą jeszcze 1,5 godz. drogi.
Podczas jazdy zauważyłam, że troszkę zipie, tzn. na lekko otwarty pyszczek, więc postanowiłam wziąść ją na chwilkę na ręce. Wiem, że to niebezpieczne, i po chwili schowałam ją spowrotem, ale chciałam, aby poczuła nas przez chwilkę. Tami wtuliła się we mnie, ja objęłam ją mocno rękoma.
Nagle pod ręką poczułam coś jakby rzężenie w płuckach (trzymałam rękę na jej pleckach). Powiedziałam Maćkowi, że mi się to nie podoba...Wykluczyłam traktorka, bo to rzężenie było non stop. Miałam prawie łzy w oczach, że musiałam ją tam zostawić... Jednak za chwilę Maciek zatrzymał się na światłach i silnik samochodu przycichł...Zaczęłam nasłuchiwać a tu traktor! To nie były płucka, to nieustający traktor ze szczęścia <serce>
Dojechaliśmy do domku. Wniosłam kontener i otworzyłam drzwiczki. Tami wyszła jakby niedowierzając, że jest w swoim domku. Po sekundzie zaczęła pomiaukiwać cichutko i obcierać się o każdą rzecz w domu, nie pomijając nas. W jej oczkach było widać szczęście! Moja kochana dziewczynka <zakochana>
To był już wieczór, zaczeliśmy się rozpakowywać, w czym towarzyszyła nam Tami. Nie odstępowała nas nawet na sekundę, tak samo jak traktorek. Traktorek non stop, nasilał się, gdy podchodziliśmy do niej głaskać ją, lub bralismy ją na ręce, lub tylko wołaliśmy ją po imieniu. Trudno to opisać, ale miałam łzy w oczach...
W końcu po 2-3 godzinach nieustającego szczęścia zasnęła przy nas. Po kilkunastu minutach obudziła się z głośnym miaukiem. Podskoczyłam do niej od razu i zaczęłam głaskać. Tami od razu uspokoiła się i włączyła traktorek.
W nocy budziła nas wiele razy, z traktorkiem oczywiście, domagając się pieszczot. Następnego dnia było to samo.
Po woli wszystko wraca do normy, Tami odespała swoje i chyba czuje się już bezpiecznie.
A tu moja dziewczynka po świętach:
