Baxterek ma krew w kupce. Dziś wyciągnęłam z kuwety luźnego kupala. Portki oczywiście brudne, a na futerku pojawił się śluz z krwią. Ładnie pozwolił sobie wyczyścić futerko.
Decyzja była jedna. Jedziemy do weta.
To co się działo, gdy chcieliśmy wsadzić go do transportera, przeszło nasze oczekiwania. 10 minut próbowaliśmy go tam włożyć od góry. Nie można było zamknąć transportera, bo tak się wyrywał, wkładał łapy i główkę w szczeliny. Po zamknięciu zaczął strasznie zawodzić i drapać w drzwiczki. Pierwszy raz słyszeliśmy tak żałosne miauczenie. Myśleliśmy, że serca nam pękną.
Temperatura w porządku. Baxter zachowuje się normalnie. Je, biega, bawi się. Pani weterynarz zaczęła leczenie od odrobaczenia i podania antybiotyków. Podejrzewa pasożyty albo pierwotniaki, ale nie lamblie. Dostaliśmy też do domu tabletki na biegunkę.
Jutro kolejna wizyta. Już się martwię tym, jak włożyć Baxterka do transportera. Znów będzie rozpacz.
Dziubulek w domu przyszedł na mizianki. Mój kochany <serce> Teraz śpi.
Trzymajcie kciuki, żeby diagnoza była trafna.
Zrobiłam rano fajne zdjęcia, ale siły nie mam, żeby je wstawić.