Malena, nic się nie martw kochana. Nie dzieje się nic nienormalnego. Mała po prostu pachnie inaczej i chwilę potrwa zanim złapie "wasz" zapach. Lucek warczał na Leośka nie dość, że przeraźliwie, to bite 3 dni, a po 3 dniach zaległ z tą małą białą bidą doopka w doopkę.
I u Ciebie tak będzie. Daj im tylko trochę czasu Jeśli i u Ciebie będą to 72 godziny to przecież już niedługo
Dziś od rana było odrobinkę lepiej Yogi obserwował Carmelkę i nie warczał na nią, dopiero jak ona zaczęła syczeć to mu się przypomniało że też powinien, ale dźwięki które wydaje dziś są zupełnie inne od tych wczorajszych. Są to takie pomruki niby groźne ale dużo wygodniejsze niż wczoraj. Dopiero jak Carmelka zaczęła drapać jego drapak z którego ostatnio prawie wcale nie schodzi zaczął warczeć i wydawać z siebie takie dźwięki jak podwórkowy kot. Biedaczek się boi a ona podeszła tak strasznie blisko, siedzę z nim na drapaku i go głaszcze.
Ja wiem, że w chwili obecnej trudno Ci w to uwierzyć, ale będzie dobrze. Gdy przywiozłam do domu Bogusia to płakałam jak bóbr nad Leonem. Żałowałam podjętej decyzji. Leon się panicznie bał. Nie mogłam na niego patrzeć, serce mi się kroiło, miałam żal do siebie o to co mu zrobiłam. Ale dokładnie po trzech dniach wszystko się zmieniło. Z każdą godziną, dniem było tylko lepiej. U Was też to nastąpi, choć ciężko w to uwierzyć
Dziękuję dziewczyny wierzę że będzie lepiej. Teraz koty śpią - w jednym pokoju (co prawda Yoguś na drapaku, a Carmelcia 5 metrów dalej na kanapie, ale i tak się cieszę :-)
Przesyłam głaski dla bidulka Yogisia
Dla Carmelci również, żeby się nie bała tego burczenia Yogisia
Trzeba czasu i dużo cierpliwości, ale na pewno będzie lepiej z każdym dniem i za to mocno trzymam kciuki <ok> <ok> <ok>
Malenko
Pilnuj i obserwuj , jeżeli nie dochodzi do łapoczynów nie jest źle.
Yoguś ją pokocha ja to wiem , tylko żebyś Ty z tego stresu się nie rozchorowała.
Podsumowując dzisiejszy dzień mogę jedynie powiedzieć, że jak już mam wrażenie że robimy jeden kroczek w przód, to zaraz okazuje się że robimy trzy kroki w tył.
Kamiko bardzo chcę wierzyć w to że Yoguś pokocha to maleństwo. Jak na razie nic na to nie wskazuje Tez słodki kotek, który nigdy nie wykazał się nawet gramem najmniejszej agresji teraz pokazuje swoją ciemną stronę, a mnie serce boli jak widzę na jaki wielki stres go naraziłam. Początki były takie (zanim przywiozłam mu te tabletki uspokajające) że jak zaczynał się tak strasznie spinać i nakręcać, brałam go na ręce żeby przytulić i przerwać tą agresję to autentycznie bałam się że rzuci mi się na twarz, nic takiego nie miało miejsca, ale muszę powiedzieć że ten aniołeczek od momentu pojawienia się w domu Carmelci często gryzie moje ręce (i mimo że piszczę lub mówię "nie" to nic na niego teraz nie działa).