Jeśli chodzi o Wendy to jej historia zaczęła się od ogłoszenia na OLX. Wystawiono ją na sprzedaż za bardzo małą kwotę(pewnie dla tego że była już dorosła),zdjęcia nie wyraźne- ale ta zieleń oczu hipnotyzowała. Nawiązałam kontakt sms-owy z właścicielką. Z informacji które mi podała kotka była kupiona na kolanka, powód sprzedaży- wyjazd,była też informacja że kotka jest ostrzyżona =dostałam zdjęcia na priw. była ostrzyżona na "LWA" ( wyglądała naprawdę żałośnie-sierść miała tylko na głowie, łapkach i pompon na ogonie(jak ją zobaczyłam to prawie serce mi pękło ), zdjęcia z ogłoszenia były starsze); przesłała również rodowód, oraz informację że kotki nie wysterylizowała,W ślad za tym wiedząc o umowie jaką podpisała i domyślając się o wszystkich nieprawidłowościach tej sytuacji zadzwoniłam do hodowcy. Pani Marta wiedziała już o tym ogłoszeniu od jakiegoś czasu i bezsilnie próbowała skontaktować się ze sprzedającą.Podczas rozmowy powiedziałam że chciała bym kupić Wendy i że chciała bym mieć ją w swojej hodowli, a nie na kolanka i że proszę żeby się zgodziła..... rozmowa była bardzo emocjonująca, poczułam jak bardzo zależy jej na losie jej kociaków. Zgodziła się!!! Byle bym tylko wydobyła Wendy od tej kobiety.Jestem z Gdańska koteczka była we Wrocławiu,nie dysponowałam tak czasem żeby natychmiast po nią pojechać. Wszelką pomoc: przejęcie koteczki, jej pobyt zanim przyjadę, nie mówiąc o finansowym wsparciu przejęła na siebie.Pomogła we wszystkim, mimo że znałyśmy się tylko przez telefon. Nie pamiętam kiedy ktoś tak mi pomógł zupełnie bezinteresownie mimo tego że byłam zupełnie obcą osobą. Teraz Wendy jest zemną a my mamy stały kontakt i wiem że zawsze mogę zadzwonić o każde porze. Wendy pomału zarasta i brak futra nie jest problemem, jest cudna i przekochana jak mówi mój syn. Dla mnie ta historia to jedna z niewielu dobrych rzeczy które mnie w życiu spotkały i może dla kogoś to nic ale dla mnie to wiele i chylę czoła przed Panią Martą i dziękuję losowi. I to tyle.
Gdzieś czytałam, że wyjątkowo urodziwe koty mają tego pecha, że budzą zainteresowanie różnych oszołomów (a nie zawsze łatwo ich rozpoznać pod płaszczykiem wielkiej miłości do kotów) i skutki tego bywają naprawdę okropne. Dobrze, że tutaj jest historia z dobrym zakończeniem :-)
Ale masz świetne stadko <zakochana> <zakochana> <zakochana> <zakochana>
A historia Wendy przypomniała mi historię forumowego Tunia, oszołomki, od której go trzeba było zabrać <diabeł> i determinacji jego hodowcy. Co ciekawe też wydarzyło się to we Wrocławiu <strach>
Pisz często, będzie się miło czytało i oglądało kociaste :-)
Wendy jest prześliczna <serce> Co to za odmiana barwna?
Biedna, że musiała tyle przejść, ale miała szczęście trafić na Ciebie - jak dobrze, że już jest w kochającym domku