Właśnie teraz, o tej nieludzkiej porze, muszę wstać dziś do pracy. Chłopa nie ma cały tydzień, bo jego rodzice wyjechali i ktoś musi pilnować ich pieseła z odpałami (temat na osobny wywód, dość powiedzieć że i behawiorysta nie pomoże, jak jedna osoba zwierza uparcie rozpuszcza...).
Jak tylko Erisia zobaczyła światło w sypialni, to przybiegła pospacerować po łóżku i półce, tak niby przypadkiem co chwilę na odległość głaśnięcia <lol> I tak przez parę minut pokrążył koło mnie traktorek, a potem chrupnęła suchego i wróciła na kanapę
W ogóle przez weekend nas nie było (od soboty rano do niedzieli w południe), moi rodzice byli u niej wieczorem i rano, jakoś przez ten czas nauczyła się wyraźniej domagać uwagi. Za Lubym wczoraj miauczała, żeby nie wychodził... Jakby wiedziała, że wróci dopiero w piątek.
Czasami się dziwię, gdzie się mieści tyle miłości w takim małym kocie. Powiedzcie, że też tak macie
