Nie, nie ma u kotów hierarchii jako takiej, dominacji, wyższości, itp. Po prostu chęć zapolowania, upolowania, wytropienia, pokonania - to dla kota jest ta zabawa, możemy tak to w uproszczeniu ująć - jest tak silna, że będzie ją realizować na tym, na kim będzie mieć możliwość. W naturze - na ptaszku czy myszce, chociaż nie jest głodny, i nie skonsumuje. W domu nie ma takiej możliwości, jeśli my jej nie dostarczymy w postaci zabawy do utraty tchu, będzie starać się zrealizować tę potrzebę na kompanie, a niekiedy nawet na człowieku. Tylko że w takim układzie zawsze będzie silniejszy polujący i słabszy, na którego się poluje. Dla ofiary to już marna zabawa. To nie jest żadna dominacja, żadne ustawianie, po prostu zaspokojenie potrzeby polowania, można od biedy nazwać to zabawą w tym znaczeniu, że ten polujący naprawdę jest zadowolony. Gorzej, jeśli zmieni się układ sił, i znajdzie się w pozycji ofiary, zabawa zaczyna się dla kogoś innego.dagusia pisze: Rozumiem, że koty po prostu w ten sposob się nie bawią? Każde takie "starcie" to jest w jakiś sposób pokazywanie swojej pozycji, wyższości, dobrze zrozumiałam?
To nie jest nic złego, to po prostu natura kota, jeśli się ją zaakceptuje, potrafimy z kotem współpracować. Kot jest ciekawy, w okresach aktywności potrafi być BARDZO pobudzony, i w tym czasie trzeba się nim zająć. Niestety, to często wypada nam w momentach dla nas nie na rękę, ale jeśli chcemy uniknąć problemów, musimy nauczyć się odpowiadać na zapotrzebowania kota nawet wtedy, kiedy jest nam to nie na rękę. Ja na przykład mam przy laptopie laserek i wędkę na długim druciku. Jeśli jestem w domu, to przez tych niektórych przy innych komputerach mam ogrom pracy i rzeczy do napisania, to BARDZO czasochłonne <diabeł> U mnie absolutnymi wulkanami energetycznymi są Raya i Perla. Gdy tylko słyszę nieprzytomny tupot, jestem gotowa. Niekiedy przeoczę ten moment, bo na przykład zaczynają swoją zabawę od przyczajenia się. Wiem, że to "już", gdy usłyszę ostrzegawczy syk kogoś, na kogo Raya się zaczaiła, a kto sobie tego nie życzy. Wtedy wołam "Rajuśka, do mnie", i włączam laserek, nie czekam, żeby koty się zbliżyły do siebie, nie pozwalam się na siebie w ogóle patrzeć. Laserek jest dla Rayi (Perli zresztą też) jak magnes, to mój program uproszczony, czyli znad laptopa przeganiam towarzystwo kilka razy w tę i z powrotem. Na ogół wystarcza. Niekiedy nie wystarcza, i wtedy mamrocząc niecenzuralne słowa pod nosem wstaję, i robię im porządną rundkę laserkiem prowadząc po antresoli, półkach, gdzie się da, byle zmęczyć. Dla Vesper jest specjalny punkt programu, ona uwielbia skakać, więc prowadzę laserek po ścianie, potrafi za nim pobiec pionowo nawet na wysokość mojego wzrostu <lol> To jedyny sposób, żeby koty były w poprawnych relacjach, jak się wybiegają, nie zwracają już na siebie uwagi, dlatego zawsze potarzam, że posiadanie więcej niż jednego kota to zgoda i zobowiązanie na więcej pracy. Inaczej koty oczywiście wypełnią sobie czas, ale nie do końca będziemy i my, i same koty, z tego zadowoleni. Zaczepianie z nudy nie świadczy o złych relacjach między kotami, a o nas, że nie do końca wywiązujemy się ze swoich obowiązków
Od razu też uspokoję, żeby nie obawiać się wychodzenia z domu. Koty dostosowują swoją aktywność do naszej, my wychodzimy do pracy, one idą spać. Tak jest przy normalnych, poprawnych stosunkach pomiędzy kotami, zgodnym współżyciu na jednym terenie. Jeśli po powrocie znajdujemy ślady, że było inaczej, to faktycznie trzeba się kocim relacjom przyjrzeć bliżej, bo to już mogą być poważne animozje.
Mam nadzieję, że dobrze wyrażam znaczenie słowa "zabawa", czym jest dla kota


