Asiu, już się poprawiam :-) Nie odzywałam się, bo wpis bez zdjęć we własnym wątku by nie przeszedł, a ze zdjęciami bardzo krucho ostatnio, miałam się odezwać, jak w końcu coś pstryknę. No nie udało się <oops> Ale skoro zostałam wywołana do tablicy, to przejrzałam zasoby telefonu, mam nadzieję, że póki co takie komórkowce wystarczą... żebyście o nas całkiem nie zapomniały :-)
Tyle tytułem wstępu, teraz jeszcze kilka słów o tym co u nas.
Puszek - w tej chwili ładnie siusia, ale spokojna nie jestem. Nie pamiętam czy pisałam - powody problemu okazały się mechaniczne. Nie wiadomo jak to się stało, być może w wyniku stanu zapalnego Puszek zmaltretował siusiaka tak, że aż mu się zrosty zrobiły. Nie było tego widać w normalnym badaniu, dopiero pod narkozą, kiedy pani dr próbowała go cewnikować (w ramach ciągu dalszego poszukiwania powodu problemu). Odstawiamy więc amitryptylinę (a trzeba powolutku). Siusiaka przez dwa tygodnie smarowaliśmy maściami, efektów nie da się obejrzeć, trzeba by Puszka poddać narkozie. Najważniejsze, że w tej chwili siusia bez problemu, co będzie później, zobaczymy.
Kitunia kilka dni temu miała robiony gruntowny przegląd, trochę wcześniej niż to wynikało z grafiku z uwagi na niedawne problemy ze zdrowiem. Jest idealnie <mrgreen> I nigdy nie było lepiej. Poziom fenobarbitalu też dokładnie na taki jak zalecał neurolog.
Bajzelka przegląd dopiero czeka. Zdrowie mu dopisuje, humor też, jest aktualnie najbardziej miziastym i rozmruczanym kotem z całego towarzystwa

Kto by pomyślał, nawet tutaj kiedyś pewnie pisałam, że gdyby nie Diunka, to bym nie wiedziała jakie pokłady miłości i czułości w nim tkwią (bo ją sobie ukochał i jej to okazywał). Teraz i ja nie mam wątpliwości, że i ten kotek mnie kocha <serce>
Diunka <serce> Staruszka moja. Dopóki wita mnie każdego dnia radośnie, zarówno rano jak i po powrocie do domu, dopóki je z apetytem i w papcie mi wchodzi chodząc za mną po całym domu, to wiem, że nie jest źle. Niestety lepiej już nie będzie

Leci jej już 16-ty roczek.
No i ponieważ nie chodzę już z nią na dłuższe spacerki, postanowiłam wrócić do spacerków z kotkami :-) Puszek się nie garnie, więc go nie zachęcam, wychodzą tylko Starszaki, Kitunia na smyczce, Bajzelek luzem.
Kitunia jest szalona i za grosz jej nie ufam, ale Bajzelek to bardzo zrównoważony i poukładany kot. Oczywiście, że nie jestem w stanie wszystkiego przewidzieć, jednak myślę, że ryzyko spacerków bez smyczy w jego przypadku jest malutkie w porównaniu do korzyści jakie z tego ma. Ogród jest oczywiście ogrodzony, a spacerki odbywają się w moim towarzystwie.
Efektem ubocznym kocich spacerków jest zachwaszczenie trawnika <lol> bo go nie odchwaszczam (chemicznie). Poza tym w kondycji jest niezłej, zważywszy, że nie jest nawożony <mrgreen>
I tak to wygląda.
Miś mój naramienny <serce>
