Sonia od piątku jest w nowym domu, ale sprawa w dalszym ciągu jest otwarta. Nowy domek jest bardzo fajny, bardzo troskliwy i od początku deklaruje, że nie po to zaprasza żywe stworzenie do swojego życia, żeby się go z jakiegoś powodu pozbywać <serce>
Ale w związku z tym, że nigdy nie mieli kota i nie wiadomo było jak Sońka zareaguje na nich i na nowy dom, umówiliśmy się - z mojej inicjatywy - że kicia idzie do nowego domku na "okres próbny" (oczywiście z całym swoim dobytkiem, a trochę jej się rzeczy nazbierało... <mrgreen> )
Na razie jest wszystko ok albo prawie ok. Domek już zaplanował, że nie będzie miał w tym roku choinki, żeby nie generować niepotrzebnych problemów i że Sylwester będzie domowy, żeby się Sońka nie bała fajerwerków w samotności. Dzisiaj w nocy kicia podarła firankę, a reakcja Pani Domu, która była najbardziej sceptycznie nastawiona do adopcji, była taka, że trzeba założyć krótszą, żeby "nie przeszkadzała Soni, jak siedzi na parapecie". Także tego... <lol>
Ale jeszcze się nie cieszymy
Serce mam oczywiście już złamane, tęsknię za moim czarnym cudeńkiem jak nie wiem, ale nowy domek jest optymalnym rozwiązaniem i dla Tajgi, i dla Soni.