Panna Niedzwiedzica cos zezarla w ten week-end niezbyt strawnego w ogrodzie....
W sobote wieczorem mylam portki, bo najwyrazniej bylo "miekko"

(nie widzialam jak bylo

niestety, posiadanie kota wychodzacego to czasem niemozliwosc dopatrzenia co zniego wychodzi

)
Wczoraj rano dalam tunczyka : pedem wszedl.... rownie szybko WYSZEDL, tym razem gora
Kolo 15h00 powrot z ogrodu : ponowne pranie portek
Wieczorem zdawalo sie juz byc OK, dzis tez "spokojnie".
Obserwuje, macam, przypatruje sie.
Wyglada na to, ze przeszlo, ale jeszcze ze dwa dni "podogladam".
Mam nadzieje, ze to przejsciowa mala niestrawnosc jakiegos zagranicznego konika polnego czy nieswiezej ryjoweczki.