Eris uwielbiała absolutnie wszystko z serem. Nie zapomnę, jak pierwszy raz wyciągałam przy niej gorgonzolę z lodówki. Surykatka i miauuu miauuu. Pomyślałam, że dam jej powąchać, zobaczy jak to śmierdzi i się wzdrygnie. A gdzie tam, zaczęła do tego skakać

Od tamtej pory w domu są na podorędziu serowe kulki z Gimpeta. Merlin jako kociak i to z wrażliwym brzuszkiem dostawał zdrowsze przysmaki... do momentu pierwszego serka zwędzonego siostrze. Teraz biegnie z drugiego końca domu, jak słyszy otwieranie szafki, w której są kocie rzeczy z serkami włącznie, stoi mi pod nogami i patrzy. Na Morganie nie sprawdzałam, bo to takie maleństwo, przyjdzie jeszcze czas na takie łakocie. Ale byłam przekonana, że koty prawie uniwersalnie zjedzą cokolwiek o smaku sera
