No i gucio. Tyle wypatrywałam, tyle czekałam i przegapiłam Ale ze mnie gucio!!!! Maguniu, moje gratulacje. Szkoda mi Lunki (mojej ukochanej miśki). Przechodziłam przez to samo. Ale dogadają się. Jak już są pędziwiatry po mieszkaniu, to już bliżej jak dalej. Ja chcę mojej ulubienicy.
Szczerze mówiąc, zmęczona jestem. Jakoś tak bardzo.
Kotki moje całkiem dobrze, choć mam wrażenie, że Lunka zaczyna unikać Gato i schodzić mu z drogi, a że mały trzyma się mnie wręcz kurczowo, to Lunka unika też mnie
Widać też wyraźnie, że bardzo ustępuje mu we wszystkim. Jak Gato dorwie się do jej miski to odchodzi i nie zjada swojej porcji, jak mały zajął jej ulubioną półkę drapaka to tylko popatrzyła i poszła do innego pokoju.
Trochę mnie to martwi No ale syków już w domu praktycznie nie ma. Zobaczymy co będzie dalej. Pewnie moja dziewczynka potrzebuje więcej czasu.
potrzebuje czasu, najważniejsze, że nie ma agresji. Troszkę jej się w zyciu pozmieniało, trochę się jeszcze zapewne w tym wszystkim nie łapie ale wierzę, że się przyzwyczai. Trzymam kciuki nadal
Mago u mnie były dokładnie takie same zachowania. Brysia nigdy na małego Tamiego nie syknęła i nie uderzyła go łapą, ale od początku schodziła mu z drogi, tak choćby się go bała. Stała się bardzo wycofana i nie chciała się w ogóle ze mną bawić. Nawet pogłaskać się nie dała. Jak Tami podchodził do jej miski to ona zaraz odchodziła i nie jadła już tego. Jak chciałam się z nią pobawić piórkami to ona najpierw zawsze patrzała czy Tami idzie, jak nie to trochę łapą pomachała, ale jak tylko widziała, że Tami te piórka chce łapać, to ona już odchodziła, nawet do drugiego pokoju. Też mi wtedy było żal Brysieńki, że ona taka biedna. Jakoś to samo przeszło nawet nie wiem kiedy. Ale do dzisiaj Brysia sobie nie życzy żeby Tami leżał tam gdzie ona. Jak Tami podchodzi do jej miski to też ona zaraz odchodzi. Z tym, że ja pilnuję, żeby ją nie wyganiał, więc się już nauczył, że jak patrzę to nie podchodzi za blisko. A jak widzę, że już Brysia pojadła, to daję już spokój i oboje chodzą od jednej miski do drugiej, bo myślą, że ten drugi to coś lepszego dostał. Trzymam kciuki, żeby ten najgorszy okres był jak najkrótszy i żeby Luniaczek znowu stał się taki, jak dawniej.