Alicia
- Yola
- Posty: 480
- Rejestracja: 03 sie 2010, 09:32
- Kontakt:
To były cudowne 2 tygodnie w domu, tym prawdziwym, jedynym domu. Wciąż mam wrażenie, ze to tylko sen (niezbyt przyjemny), ze znów jestem w Niemczech.
Wróciliśmy w komplecie, wszyscy żywi i szczęśliwi.
Podróż do Polski była bardziej stresująca – nie wiedziałam, co mnie czeka. Przygotowałam prowiant i prowizoryczna kuwetę, ale jak się okazało, Alicia w podroży nie je, nie pije i nie siusia.
W samochodzie przez pierwsze pół godziny pomiaukiwała, potem się uspokoiła i, do czego doszliśmy droga eliminacji, wydzierała się tylko, kiedy włączaliśmy klimatyzacje (żeby np. odparować szyby). Tak wiec dobrze się składa, ze zawsze podróżujemy nocą, jazda w upalny dzień wymagałaby włączenia klimy, a to powodowałoby nieustanny miauk dobiegający z tylnego siedzenia. Zaznaczam, ze wcale na nią nie wiało, ani nic z tych rzeczy, po prostu coś ja w klimie drażni.
Pomiaukiwała tez, kiedy widziała, ze się odwracam w jej stronę, wiec starałam się tego nie robić. Poza tym była grzeczna i chyba spala.
Chciałam jej robić krótkie spacery na smyczce na postojach, ale była zbyt przerażona, by się z nich cieszyć, wiec po jednym „spacerku” zrezygnowałam z wyciągania jej na zewnątrz.
Jak pisałam, Alicia miała swój własny pokój na piętrze i to właśnie tam, w szafie, siedziała przez pierwszy dzień. Problemów ze znalezieniem kuwety i misek nie było.
W nocy, oczywiście, przyszła do naszego pokoju, spala z nami, znalazła u nas w pokoju azyl za łóżkiem i zrezygnowała z szafy. Z ukrycia wychodziła tylko, gdy ja lub mąż pojawialiśmy się na górze.
Z dnia na dzień było coraz lepiej. Zaczęła sypiać i na naszym łóżku, i na wersalce, i na fotelu – miejsc do wyboru miała wiele. Szybko załapała, kto w tym domu mieszka, a kto jest gościem i zaczęła przychodzić na dół, jeśli w domu byliśmy tylko my i moi rodzice. Do końca za to nie zaakceptowała jedynego małego dziecka w rodzinie, mojego 6-letniego bratanka.
Ogromnym plusem tego wyjazdu było to, ze nasza Alicia zaczęła bardziej okazywać nam przywiązanie i miłość. Kiedy przychodziliśmy na górę natychmiast przybiegała, kładła się obok nas, dopominała o pieszczoty. Zupełnie jak nie ona.
Podróż powrotna upłynęła spokojnie, tym razem nie przygotowywałam już ani prowiantu, ani kuwety. Pierwsze pól godziny miauczała, potem tylko po włączeniu klimy.
Po powrocie obeszła dom, zjadła, siknęła i… poszła spać pod łóżko, chyba musi odreagować te podróż.
Wróciliśmy w komplecie, wszyscy żywi i szczęśliwi.
Podróż do Polski była bardziej stresująca – nie wiedziałam, co mnie czeka. Przygotowałam prowiant i prowizoryczna kuwetę, ale jak się okazało, Alicia w podroży nie je, nie pije i nie siusia.
W samochodzie przez pierwsze pół godziny pomiaukiwała, potem się uspokoiła i, do czego doszliśmy droga eliminacji, wydzierała się tylko, kiedy włączaliśmy klimatyzacje (żeby np. odparować szyby). Tak wiec dobrze się składa, ze zawsze podróżujemy nocą, jazda w upalny dzień wymagałaby włączenia klimy, a to powodowałoby nieustanny miauk dobiegający z tylnego siedzenia. Zaznaczam, ze wcale na nią nie wiało, ani nic z tych rzeczy, po prostu coś ja w klimie drażni.
Pomiaukiwała tez, kiedy widziała, ze się odwracam w jej stronę, wiec starałam się tego nie robić. Poza tym była grzeczna i chyba spala.
Chciałam jej robić krótkie spacery na smyczce na postojach, ale była zbyt przerażona, by się z nich cieszyć, wiec po jednym „spacerku” zrezygnowałam z wyciągania jej na zewnątrz.
Jak pisałam, Alicia miała swój własny pokój na piętrze i to właśnie tam, w szafie, siedziała przez pierwszy dzień. Problemów ze znalezieniem kuwety i misek nie było.
W nocy, oczywiście, przyszła do naszego pokoju, spala z nami, znalazła u nas w pokoju azyl za łóżkiem i zrezygnowała z szafy. Z ukrycia wychodziła tylko, gdy ja lub mąż pojawialiśmy się na górze.
Z dnia na dzień było coraz lepiej. Zaczęła sypiać i na naszym łóżku, i na wersalce, i na fotelu – miejsc do wyboru miała wiele. Szybko załapała, kto w tym domu mieszka, a kto jest gościem i zaczęła przychodzić na dół, jeśli w domu byliśmy tylko my i moi rodzice. Do końca za to nie zaakceptowała jedynego małego dziecka w rodzinie, mojego 6-letniego bratanka.
Ogromnym plusem tego wyjazdu było to, ze nasza Alicia zaczęła bardziej okazywać nam przywiązanie i miłość. Kiedy przychodziliśmy na górę natychmiast przybiegała, kładła się obok nas, dopominała o pieszczoty. Zupełnie jak nie ona.
Podróż powrotna upłynęła spokojnie, tym razem nie przygotowywałam już ani prowiantu, ani kuwety. Pierwsze pól godziny miauczała, potem tylko po włączeniu klimy.
Po powrocie obeszła dom, zjadła, siknęła i… poszła spać pod łóżko, chyba musi odreagować te podróż.
- madziulam2
- Agilisowy Rezydent
- Posty: 2820
- Rejestracja: 17 lis 2009, 18:18
- Płeć: kobieta
- Skąd: Kraków
- Yola
- Posty: 480
- Rejestracja: 03 sie 2010, 09:32
- Kontakt:
Mozliwe, ze bedziemy w Polsce juz we wrzesniu <tańczy>
Tym razem bedzie latwiej, wiem juz jak Alicia znosi droge, no i przede wszystkim dom w Polsce nie bedzie dla niej obcy.
Wczoraj Alicia byla jeszcze troche rozbita, snula sie po domu i miauczala, ale tez sama sie do mnie przysiadla, kiedy ogladalam Fakty, wiec troche z tej wyjazdowej milosci jeszcze w niej zostalo.
Tym razem bedzie latwiej, wiem juz jak Alicia znosi droge, no i przede wszystkim dom w Polsce nie bedzie dla niej obcy.
Wczoraj Alicia byla jeszcze troche rozbita, snula sie po domu i miauczala, ale tez sama sie do mnie przysiadla, kiedy ogladalam Fakty, wiec troche z tej wyjazdowej milosci jeszcze w niej zostalo.