Frodo - Misiowe Marzenie, Vincent Ragella i Fricco Britabby
- Agnieszka7714
- Posty: 2450
- Rejestracja: 25 paź 2010, 09:42
- Płeć: kobieta
- Skąd: Wrocław
- Mały Lew
- Hodowca
- Posty: 370
- Rejestracja: 23 lis 2008, 21:30
- Hodowla: MAŁY LEW*PL (zamknięta)
- Płeć: kobieta
- Skąd: Warszawa
- Kontakt:
- Agnieszka7714
- Posty: 2450
- Rejestracja: 25 paź 2010, 09:42
- Płeć: kobieta
- Skąd: Wrocław
Mam nadzieję, że to tylko ja panikuję. Jesteśmy po i muszę Wam powiedzieć, że nie najlepiej kochane. Dostał 1/3 dawki znieczulenia (ze względu na swoje wcześniejsze problemy z oddychaniem) + znieczulenie miejscowe. Vincent źle zareagował na atropinę. Lekarz mówił, że spotkał się z tym już kilka razy. Generalnie podziałało to tak, że bardzo wysychała mu krtań, nawet po wybudzeniu, nie doszedł do siebie. Tzn nie wrócił "ślinotok". Mówiąc potocznie aby to wytłumaczyć "język stawał mu kołkiem" i traktował go jako ciało obce w swoim pyszczku. Próbował go wyciągnąć łapkami i wypchnąć ząbkami. W tej chwili jest w półśnie. Pilnuję go cały czas, bo przemieszcza się "na ślepo". Wygląda jakby był naćpany, oczka wywrócone do góry z półprzymkniętymi powiekami. Do tego otwarty pyszczek i "wypływający" bezwładnie języczek.
Nigdy więcej nie zgodzę się na kupno kociaka nie wykastrowanego. Tyle mnie to nerwów kosztuje, że nie mogę sobie z tym poradzić. Jestem przerażona. Gdy pytałam koleżanki o kastrację, to mówiły, że po kilku godzinach ich kotki zachowywały się jak gdyby nic się nie stało. Po kilku godzinach już szalały i bawiły się. Spotkałyście się z taką reakcją? Czy nie potrzebnie robię zamieszanie?
Nigdy więcej nie zgodzę się na kupno kociaka nie wykastrowanego. Tyle mnie to nerwów kosztuje, że nie mogę sobie z tym poradzić. Jestem przerażona. Gdy pytałam koleżanki o kastrację, to mówiły, że po kilku godzinach ich kotki zachowywały się jak gdyby nic się nie stało. Po kilku godzinach już szalały i bawiły się. Spotkałyście się z taką reakcją? Czy nie potrzebnie robię zamieszanie?
-
aaGaa
- Posty: 503
- Rejestracja: 19 paź 2010, 21:12
- Płeć: Kobieta
- Skąd: Łódź
Aga ja też panikara jestem straszna pewnie już dzwoniłabym do weta, współczuję Ci bardzo bo wiem jak serce boli na widok takiego bidunia, nie znam się zabardzo ale dziwne, że wydali Ci Kicia w takim stanie.... tak jak opisujesz działo się z kocurkiem(dachóweczkiem) mojej mamy, jak dobrze pamiętam, zabieg trwał pół godziny a po godzinie byliśmy już z kotem mało przytomnym w domu bida ledwo na nóżkach się trzymała, chodził na oślep, identyczne oczka, zmuszał się do wymiotów... oj serce ściska jak pomyślę o tym... można powiedzieć, że doszedł do w miarę normalnego stanu po jakichś 4-5 godzinach, a z naszym Nikulem było zupełnie bezproblemowo jakby nigdy nic nie miał robione ale za to zostawialiśmy jego w lecznicy jak dobrze toliczę na na jakies 8-9 godzin...
Trzymam mocno zaciśnięte kciuki za Młodego
i czekam z niecierpliwością na DOBRE wieści...
Trzymam mocno zaciśnięte kciuki za Młodego





