Enya Agilis Cattus*Pl
- basienka
- Hodowca
- Posty: 128
- Rejestracja: 17 cze 2009, 20:51
- Kontakt:
- Mago
- Super Admin
- Posty: 4597
- Rejestracja: 23 lis 2008, 20:28
- Płeć: Kobieta
- Skąd: Warszawa
- Kontakt:
- mimbla
- Posty: 2179
- Rejestracja: 02 paź 2009, 14:17
- Kontakt:
- Duduś
- Hodowca
- Posty: 207
- Rejestracja: 28 sie 2009, 17:56
- Kontakt:
- Dorszka
- Administrator
- Posty: 6057
- Rejestracja: 22 lis 2008, 23:59
- Płeć: Kobieta
- Skąd: Wrocław
- Kontakt:
Kochani moi, wiem, że bardo dużo dobrych fluidów ślecie, wiem, że bardzo się staracie, że nie ma tu osoby, która by nie trzymała za nas i za naszą dziewczynkę kciuków.
Niestety, czasami to nie wystarczy, i nie możemy nic zrobić poza zaciskaniem pięści i nienawistnym wyrzekaniem. Najgorsze jest to, że i to nie pomaga.
Nasza Enya odchodzi. Zapewne jest to FIP, odmiana płucna. Jeszcze jedno badanie, które będzie zapewne wyrokiem, jesteśmy na to przygotowane, równolegle Enya jest leczona, bo dotychczasowe wyniki ciągle nie są jednoznaczne. Ale to taka choroba, często zostawia niby uchyloną furtczkę, żeby zatrzasnąć przed nosem, jak już się wydaje, że uda się przemknąć.
A najstraszniejsze jest to, że izolowania, chuchania, nie mają tu nic do rzeczy. Bo wirusa, który może zmutować do postaci fipogennej, można przynieść na butach jako zwykłego jelitowego nieproszonego gościa, który z niewyjaśnionych przyczyn zamieni się w zabójcę.
Jutro uwolnimy płuca Enyi, + leki. Jeśli jednak ta furteczka miałaby zostać uchylona, to jej jedyna szansa.
Niewiele mogę Wam więcej na razie napisać, bo ciągle płaczę. Najgorsze jest to, że Dorotka jest z tym wszystkim sama, tak daleko, i nie mogę jej przytulić. A to jej najwięcej serca i pomocy jest teraz potrzebne.
Niestety, czasami to nie wystarczy, i nie możemy nic zrobić poza zaciskaniem pięści i nienawistnym wyrzekaniem. Najgorsze jest to, że i to nie pomaga.
Nasza Enya odchodzi. Zapewne jest to FIP, odmiana płucna. Jeszcze jedno badanie, które będzie zapewne wyrokiem, jesteśmy na to przygotowane, równolegle Enya jest leczona, bo dotychczasowe wyniki ciągle nie są jednoznaczne. Ale to taka choroba, często zostawia niby uchyloną furtczkę, żeby zatrzasnąć przed nosem, jak już się wydaje, że uda się przemknąć.
A najstraszniejsze jest to, że izolowania, chuchania, nie mają tu nic do rzeczy. Bo wirusa, który może zmutować do postaci fipogennej, można przynieść na butach jako zwykłego jelitowego nieproszonego gościa, który z niewyjaśnionych przyczyn zamieni się w zabójcę.
Jutro uwolnimy płuca Enyi, + leki. Jeśli jednak ta furteczka miałaby zostać uchylona, to jej jedyna szansa.
Niewiele mogę Wam więcej na razie napisać, bo ciągle płaczę. Najgorsze jest to, że Dorotka jest z tym wszystkim sama, tak daleko, i nie mogę jej przytulić. A to jej najwięcej serca i pomocy jest teraz potrzebne.
- mimbla
- Posty: 2179
- Rejestracja: 02 paź 2009, 14:17
- Kontakt:
