Obudziłam się o 6 rano, bo słyszałam dźwięk wymiotowania - myślałam ze to Avarik, wstałam go poszukać, ale on spał. Wróciłam do siebie a tam przy transporterze siedziała Cynka próbująca coś zwrócić ale ewidentnie nie mogła. Miała cały mokry pyszczek i coś jej z niego wisalo. Podniosłam ja wyciągnęłam (wyglądało jak włosy), obróciłam głowa w dół i przeszło, poza przerażeniem w oczach wszystko ok. Znalazłam w domku wymioty, ale były bez klaczka. Cynka zrobiła rzadka kupę. Wczoraj dostały mięso, ale Yoko nic nie jest.
Cynka teraz bawi się, skacze, ale od czasu do czasu potrząsa głowa i miała jakby odruch wymiotny. Normalnie mruczy, ale nie wiem jak z miauczeniem. Weterynarz dopiero od 9.
Mam nadzieje ze to po prostu chore gardło...