W imieniu autora dziękuję jak zawsze za same komplementy pod jego adresem :-) Sam Ninja zniknął i zamiast niego pojawił się Pluszowy Kotek Przytulaj, mamy więc chwilę spokoju od szaleństw, wariactw i ciągłej kociej partyzantki <lol>
Bartolka, wiesz co, trochę się bałam. Ale ogród cały zamknięty, z solidnym płotem. Oczywiście, dla Tośka przeskoczenie takiego płotu to tylko trochę treningów, ale na szczęście już za pierwszym razem udowodnił nam, że aż taki odważny to on nie jest i lubi być blisko domu. Siedział głównie w swoich ulubionych iglakach albo wąchał kwiatki

Ja co chwilę (ku zniecierpliwieniu pozostałych domowników, "w końcu to kot a nie bobas") biegałam i patrzyłam czy aby na pewno Tosiek łazi tylko po ogródku. Ale na pewno tylko tam łaził. Sam wracał do domu, trafiał do miski, kuwety i na kanapę. Odpukać, odrobina zaufania mu nie zaszkodziła, do ulicy daleko...
Zastanawia mnie tylko jak duże znaczenie dla kota ma ich miejsce pobytu? Obserwuję, że w każdym z "domów" Tosiek ma inny charakter. U Teściów, gdy hasa po ogrodzie to jest kot niedostępny, dziki, nie dający się nawet pogłaskać, skaczący po wersalkach, łażący samopas, mało jedzący... W domu jest ruchliwy, biega, ale również przyjdzie pomruczy czasami, śpi dużo, gania za muchami - jest taki wesoły, łazi za mną krok w krok zwłaszcza w kuchni, ale też za przytulajski nie jest. A tu w pracy, to by się tylko przytulał i przytulał. I głaskał i mruczał... ja nie wiem od czego to zależy

?