Meldujemy sie <mrgreen>
Wszystko jest dobrze :-) Misio jest kochany, do wycalowania i do wyprzytulania, spi z nami, biegnie jak sie go zawola, slodki jest <zakochana>
Juz powoli wychodzi z sypialni, jeszcze sam nie pojdzie do salonu, ale jak widzi, ze my wychodzimy z sypialni, to juz biegnie jako pierwszy. W salonie jest jeszcze zagubiony, ale firanki juz odkryl <lol> A ze mamy takie dlugie firanki lezace na podlodze, to zabawa jest przednia, jezdzenie na firankach. Juz spisalismy je na straty :-P
Ze dwa razy spadl z wysokiego taboretu, az mi serce stanelo, ale jak to kot, wyladowal na czterech lapkach :-)
Duzo je, kuwetkuje, kupka sie juz chyba ustabilizowala, odpukac :-)
Jedyne co mnie troszke martwi, albo moze raczej chwyta za serce to ten jego placz. Ciagle chodzi i wola braciszkow i mame. Jesli jestesmy z nim i poswiecamy mu 100% uwagi to jest dobrze, ale jak tylko znikniemy chocby do lazienki to zaczyna plakac pod drzwiami. Niby jest lepiej, bo placzu mniej niz w niedziele, ale smutno mi jak on tak przezywa... Choc zastanawiam sie czy teraz to juz nie jest chec zwrocenia na siebie uwagi. To juz czwarty dzien. Mam nadzieje jednak, ze placz bedzie coraz mniejszy, bo jest mi go strasznie szkoda, a niestety np. rano jak sie szykuje do pracy, nie moge mu poswiecic 100% uwagi
