Ło matulu dziewczyny jaki miałam dziś "piękny" powrót do domu - sprzątanie od samego progu <kciukwdół>
Wchodzę jak zawsze do domu, od progu widzę mojego kotucha na drapaku, nagle rzut oka na podłogę - wielka rozmazana kupa przez pół przedpokoju <strach> a kot biegnąc do mnie ciągnie tyłek po dywanie!!! Więc rzucam wszystko, cap kota pod pachę i biegiem do łazienki w przeświadczeniu, że Yoguś ma biegunkę!!! W łazience następna rozsmarowana kupa na podłodze!!! Zaglądam pod ogon, a tam niespodzianka nie ma rozwolnienia, ale za to są trzy duże kupalki wklejone w futerko których Yogi nie mógł się pozbyć bo były połączone moim włosem. Co ja musiałam się namęczyć żeby tą zaschniętą kupę usunąć (a mój obsrany kotek w ramach wdzięczności tylko mnie pogryzł

) później jeszcze mycie śmierdzącego tyłeczka, mycie podłóg i zbieranie zaschniętych kup z dywanów... No masakra jakaś!!
A cały historia swój początek ma w tym, że Yogi podgryza mi włosy <wsciekly> Jeśli tylko zobaczy, że gdzieś radośnie pląsa sobie jakiś kosmyk to już kombinuje jak go upolować. O ile za dnia jakoś to kontroluję (związuję włosy i pilnuję żeby ich nie gryzł) o tyle w nocy jest gorzej bo nawet jak zwiążę je gumką to on potrafi usiąść przy mojej głowie i pazurkami wyszarpywać włosy z kitki i podgryzać!!! Nie muszę Wam mówić jak straszne jest budzenie się w środku nocy dlatego, że ktoś właśnie wyrywa wam włosy. Próbowałam już przykrywania się poduszką (okazała się zbyt mała zawsze jakieś włosy wystawały) więc pozostała mi jeszcze kołdra, ale pod kołdrę Yoguś potrafi sobie wejść doszło do tego że muszę szczelnie zawinąć głowę szalem i dopiero w takim turbanie przykryć głowę kołdrą. Nie muszę Wam mówić jak ja rano wyglądam

fryzura lepiej nie mówić, a spanie pod tą kołdrą powoduje że czuję się jakbym w worku na głowie spała.
Wiem, że to okropne i bardzo bym tego chciała uniknąć, ale już się zaczęłam zastanawiać czy nie powinnam zamykać mu na noc drzwi do sypialni
